redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Kilka słów o konsumpcji i zakazie handlu w niedzielę

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, iż do końca XX wieku słowo „konsumpcja” miało tylko i wyłącznie negatywne konotacje. Obserwując współczesnych ludzi, coraz częściej można stwierdzić, że hasło ”więcej znaczy lepiej” decyduje o ich życiu.

handelJuż nie konsument nadaje kształt swojemu życiu, a towar, usługa. Człowiek przestał być wartością samą w sobie i dowartościowuje swoją osobę poprzez kupowanie bardzo drogich towarów i to właśnie marka, którą nosi, decyduje o jego wartości, a nie odwrotnie. Bardzo często zapożycza się, aby dokonać zakupu wymarzonego towaru, co okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bowiem potrzeba kreuje potrzebę. Co na to Rząd?

Oczywiście, nie widzi problemu i broni konsumpcji, nazywając projekt ustawy o zakazie handlu w niedzielę niemal szaleństwem. Mamy kryzys, więc musimy pracować, nieważne, że np. Niemcy nie muszą. Co więcej, argumentuje, że zakaz handlu w niedzielę może naruszyć prawa konsumenckie i godzić w ich interes. Zatem co z interesem rodziny? Gdy otaczający ją świat galopuje jak szalony i nie ma zamiaru zwolnić? Gdy politycy uważają, że pracować w niedziele trzeba i wysuwają na pierwszy plan dobro konsumeryzmu?

Chrześcijańskie tradycje naszego kontynentu bronią niedzieli jako dnia świętego, który przeznaczony jest na pielęgnowanie wartości rodzinnych i odpoczynek. Pod projektem ustawy o zakazie handlu w niedzielę podpisali się Posłowie z różnych ugrupowań partyjnych (Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska, Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe), mimo to rząd odrzucił projekt tej ustawy. Z jednej strony stają przeciwnicy tego zakazu i bronią społeczeństwa konsumpcyjnego, twierdząc, że w Polsce niedzielne jarmarki były organizowane w niedzielę przy okazji świąt kościelnych – swoisty obyczaj, który ich zdaniem warto kultywować. Kolejnymi obrońcami pracy w niedziele są studenci stacjonarni, którzy tylko w weekend mogą sobie „dorobić”. Inni to zapracowani rodzice, którzy podnoszą larum, że tylko w niedzielę mają czas na zakupy z dziećmi.

Z drugiej strony długa lista argumentów wytworzonych przez zwolenników zakazu, którzy twierdzą, iż wzrost tzw. masowego kupowania niszczy tradycję i wartości z nią związane, ale nie tylko to. Wraz z rozprzestrzenianiem się idei konsumpcjonizmu można zaobserwować dychotomię polegająca na przedkładaniu: prostego nad złożone, łatwego nad trudne, szybkiego nad wolne. Powyższe powodują, że jednostce nawet nie chce się już starać i nie musi tego robić, bo wszystko podaje się jej na tacy. Jeśli osoba będzie mieć kaprys, wówczas wystarczy wyciągnąć rękę. Kłamstwo i samooszukiwanie, to cechy, które zawładnęły człowiekiem i społeczeństwem konsumpcyjnym w każdej sferze życia.

W polityce żądza władzy wyparła dobro wspólne. Media, przekazując informację, kreują świat w sposób bezbolesny. Nawet jeśli komunikat jest zły, to zadaniem mediów jest przekazać go tak, aby widz czuł się z nim całkiem dobrze. Tradycyjne monogamiczne małżeństwo wypiera coraz modniejsza forma on + ona + ktoś jeszcze. Ściąganie prac z Internetu stało się powszechnie stosowaną praktyką, która wyeliminowała wysiłek i trud włożony w stworzenie własnej pracy. Co więcej, współczesny człowiek nie widzi w tym nic złego, gdyż to zupełnie normalne, że cudzą pracę przedstawia jako swoją. Zaobserwować można banalizację wartości jednostki, jak i całego społeczeństwa. To, co kiedyś stanowiło normę moralną, dziś jest nieistotne i zafałszowane. Niestety, ludzie żyjący w biegu, a z takich właśnie ludzi składa się współczesne społeczeństwo, nie zastanawiają się nad tego typu problemami.

Konsumpcja w moim rozumieniu stanowi proces ciągłego kupowania rzeczy, których i tak jednostka nie potrzebuje i właśnie ta ilość zdobytych dóbr świadczy o pozycji człowieka. Społeczeństwo staje się zniewolone reklamą, chęcią zysku. Świat człowieka ulega banalizacji, a wartości dekonstrukcji. Następuje zerwanie z tradycją. Rodzice czy dziadkowie nazywani „moherami” są powodem do wstydu, a nie, jak było niegdyś, do dumy. Człowiek przestaje istnieć jako „zoonpoliticon” i staje się biernym obserwatorem, który bez krytycyzmu przyjmuje wszystko to, co serwują mu media. Zaś politycy nawet w maleńkim stopniu nie starają się ochronić wartości jednostki i jej rodziny.

Rzeczą zupełnie oczywistą jest, że wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę nie wyeliminuje zupełnie zjawiska konsumpcji, która zawładnęła społeczeństwem i czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy aktorami w tym spektaklu. Jednakże na pewno taki zakaz mógłby spowolnić jej rozprzestrzenianie się i obdzieranie życia człowieka z wartości duchowych.

Podobne wpisy

  1. anonim Odpowiedz

    Świetny artykuł !!

  2. tomi Odpowiedz

    Bardzo dobry artykuł. Został poruszony temat, którego większość portal boi się jak ognia.
    Byłem w wielu krajach gdzie handel w niedzielę nie istnieje. Dzięki temu można zauważyć, że znacznie wzrasta liczba osób odwiedzająca restauracje, parki itp. w niedziele.

  3. ace Odpowiedz

    A ja byłem w wielu krajach w których handel w niedziele istnieje i ich świat się przez to do tej pory nie zawalił, mało tego ma się dobrze.
    Ciekawi mnie coś innego. Dlaczego według Ciebie inne portale boją się o tym pisać? Odpowiedz, proszę.

  4. tracker Odpowiedz

    Politycy na pewno nic mądrego nie wymyślą,obywatele powinni się wypowiadać w referendach.Myślę że zasada demokracji jest wolność wyboru,tak więc każdy powinien mieć prawo wyboru czy w niedziele pójdzie na zakupy czy do kina lub na spacer albo do kościoła.Pracownicy sklepów tez powinni mieć prawo do decydowania,tak więc wyjście do pracy powinno być dobrowolne czyli powinna być motywacja finansowa.W naszym kraju jest wiele ważniejszych nie rozwiązanych tematów,a politycy jak zwykle zajmują się „pierdołami”

Skomentuj

Pin It on Pinterest