redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Prymat USA w Europie – rzeczywistość czy utopia?

W obliczu realnego zagrożenia wojną na Ukrainie bardzo aktualny wydaje się być temat prymatu Stanów Zjednoczonych w Europie.

Europe-USA-2Brytyjski krytyk polityki zagranicznej Ameryki powiedział kiedyś: „Gdy masz młotek, wszystkie problemy wyglądają jak gwoździe”. Wszyscy, którzy chcą zrozumieć politykę zagraniczną USA powinni mieć na uwadze przede wszystkim to, że Ameryka wierzy w swoją militarną siłę i nie zawaha się jej użyć broniąc swojego, szeroko pojętego, międzynarodowego interesu bez względu na to z kim będzie mieć do czynienia i bez względu na to kto będzie zasiadał w Białym Domu.

Tak czy owak przez szmat czasu, tak bardzo przywykliśmy do amerykańskiej siły militarnej bo gwarantowała europejski raj: spokój, ład i porządek, że zupełnie zapomnieliśmy o własnej polityce zagranicznej, ba może nawet bardziej o strategii militarnej. Różnica sił pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi była zawsze bardzo wyraźna. Europa czyniła cnotę ze słabości, stawiała na dyplomację w stosunkach międzynarodowych, nie wydawała na zbrojenia bo i tak nie była w stanie dogonić USA, więc po co miałaby to robić?

Stany Zjednoczone wręcz odwrotnie wciąż wzmacniają swoją potęgę militarną. Są mniej skorzy do kompromisu i wolą stosować twardy przymus niż politykę ustępstw. Porządek świata w XXI wieku zalała fala optymizmu i idealizmu, a USA posiadało wystarczające zaplecze finansowe i autorytet polityczny by sprawować rolę „światowego policjanta”. Interwencja humanitarna NATO czy operacja Pustynna Burza udowodniły Europie, że hegemonia Ameryki Północnej zapewni pokój międzynarodowy. Tak więc, wizja dominującej Ameryki nie była zbyt wygórowaną ceną za raj w Europie.

Sytuacja zupełnie zmieniła się po zamachach terrorystycznych z 11 września. Świat zamarł a żaden planista z Pentagonu nie przewidział takiego scenariusza. Okazało się, że budżet obronny USA był nadal niewystarczający na obronę strategiczną kraju (pomimo że przed zamachami w Stanach na politykę militarną i zbrojeniową wydawało się blisko 300 miliardów dolarów rocznie). Wokół wojny prewencyjnej zaczęły narastać liczne antagonizmy. Noam Chomsky (radykalny intelektualista) zarzucił polityce zagranicznej USA izolacjonizm oraz przerost imperialnych ambicji a sami Europejczycy zaczęli coraz częściej twierdzić, że Stany to bandyta i agresor. Na skutek powyższych czynników w USA wzmocniła się tendencja do pozostawienia świata samego sobie i stała się ona coraz modniejsza.

Napięta sytuacja na Ukrainie tworzy perspektywę świata niebezpiecznego, pozbawionego ładu, w przeciwieństwie do nadzorowanego i zdyscyplinowanego zachodu. Tym bardziej, że na pierwszy plan wysuwają się nowi aktorzy, którzy kapitałem intelektualnym i postępem technologicznym bardzo szybko doganiają USA ( m.in. Rosja, Chiny, zdominowana przez Niemcy Unia Europejska czy Japonia). Rosja zdecydowanie nie daje sobie rady w pełnieniu funkcji hegemona w Europie Wschodniej i traci swe wpływy. Już nawet nie chodzi o potęgę ekonomiczną- choć ten pogląd zawsze budził kontrowersję, ale o arsenał nuklearny, który na pewno ma. Polityka zagraniczna Rosji pozostawia wiele do życzenia, szczególnie w zakresie dyplomacji. Czy sankcję USA i UE wystarczą aby powstrzymać jej roszczenia? Czy wspólnota międzynarodowa powinna biernie obserwować szarżujące bezprawie czy też powinna ostro reagować? Jak długo Stany będą ponosić koszty tego, że są po prostu numerem jeden?

Rozważając kwestię porządku na świecie i ewentualnej wojny należy pamiętać o tym, że współcześnie państwa działają w ramach sieci wzajemnych powiązań i współzależności, co obniża zdolność do podejmowania autonomicznych decyzji czy działań. Nie tak jak w przypadku II Wojny Światowej, kiedy postęp globalizacji był znacznie mniejszy a umowy międzynarodowe praktycznie nie obowiązywały. Jednak szalenie aktualny wydaje się być nadal spór filozoficzny o to gdzie leży ludzkość na osi kontinuum od praw dżungli do praw rozumu.

Tag: ,
  1. BOB Odpowiedz

    PO deklaracji prezydenta Obamy we wrzesniu 2009 roku, ze Stany Zjednoczone wycofuja sie z aktywnej polityki w Europie srodkowej, polityka zagraniczna Polski stracila fundament i podstawy do dzialania. Dzialania te uwidocznialy sie poprzez chociazby wyjazd Lecha Kaczynskiego wraz z innymi prezydentami do Gruzji przeciwddzialac agresjii militarnej Rosji w tym kraju. Kilka miesiecy poznieju Prezydent Polski, wysoko postawieni generalowie NATOwscy i inni dygnitarze zgineli pod Smolenskiem.
    Obecnie w obliczu wojny na Ukrainie USA zmienilo retoryke i formalnie ingeruje w polityke Europejska.

    Co w tych rozgrywkach szachowych jest celem strategicznym obu mocarstw. Jak bedzie wygladal porzadek i lad swiatowy po przetasowaniach, kto zyska a kto straci… dowiemy sie niebawem.

    • moherowy czarodziej Odpowiedz

      BOB, – całkowicie się zgadzam, że to polityka Lecha Kaczyńskiego ośmieliła narwańca Saakaszwilego, by ten wtargnął gruzińskim wojskiem na tereny Osetii Południowej, przy okazji zbrojnie napadając na położoną tam rosyjską bazę sił pokojowych, a czego to konsekwencją była uzasadniona odpowiedź Rosji i późniejsza całkowita utrata Abchazji i Osetii Południowej na rzecz jej wpływów.
      Przypomnę Ci, że w tym konflikcie to Saakaszwili został uznany za agresora przez społeczność międzynarodową.
      Zaś gloryfikowanie polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego akurat w tym przypadku, wydaje się być nieco groteskowe, bo jeśli on zasłużył już na jakieś pochwały i uznanie, to wyłącznie od Rosji i Putina.
      Mało tego, to ciągłe powtarzanie przez PiS, jakoby powodem tego urojonego przez Macierewicza zamachu miała być właśnie sprawa gruzińska, jest jeszcze bardziej absurdalne i totalnie oderwane od rzeczywistości.

      • Adam Odpowiedz

        „Cztery lata trzeba było czekać, aby ohydne kłamstwa na temat gen. Andrzeja Błasika zostały obalone. Prokuratura wojskowa poinformowała, że zarówno gen. Andrzej Błasik, jak i pozostałe osoby objęte badaniem, byli trzeźwi w chwili zgonu.”
        Zapraszam na stronę niezależna.pl

        • moherowy czarodziej Odpowiedz

          Adamie, – w praworządnym państwie, generał łamiący przepisy i procedury będące pośrednią przyczyną spowodowania katastrofy lotniczej, w której ginie 96 osób, zostałby natychmiast zdegradowany, – nawet pośmiertnie. Mało tego, jego bliscy nie otrzymaliby żadnych gratyfikacji, czy też innych odszkodowań państwowych należnych z tytułu jego śmierci oraz pełnionej funkcji wojskowej.
          Ze zgromadzonych w śledztwie dowodów jednoznacznie wynika, że generał notorycznie łamał procedury i obowiązujące przepisy bezpieczeństwa, a akurat to, czy tego feralnego lotu był on na bani, czy też nie, nie ma dla tej i tak negatywnej postawy najmniejszego znaczenia.
          Niestety Polska to kraj ludzi stojących ponad prawem, a postać generała Błasika jest tego dobitnym przykładem.
          Ty zaś próbując wybielać postać generała sam sobie udowodniłeś, że satysfakcjonuje Cię fakt bycia obywatelem tej drugiej, niższej kategorii.

          • Adam

            O jakim Ty śledztwie mówisz?
            Od początku jest jedno wielkie mataczenie i kłamstwo.
            Począwszy od sms-ów rozsyłanych do działaczy Platformy co mają mówić, poprzez godzinę katastrofy, pijanego generała kłócącego się z piltem,rozpoznanie głosu generała w kokpicie, „patrzcie jak lądują debeściaki”, zamiana ciał ofiar, przekopanie i przesianie przez p. Kopacz ziemi na głębokość 1 m, itd.
            Nadmieniam, że nie jestem członkiem PiS-u, ani nie twierdzę, że tam był zamach.

          • aa

            Już od pierwszych chwil po katastrofie rozpoczęły się rozmaite zabiegi zaciemniające prawdę o przyczynach i przebiegu tragedii smoleńskiej. Najczęściej miały one formę wrzutek, czyli rzekomych przecieków obciążających nieżyjących pilotów, gen. Błasika i prezydenta. Kłamstwa często zaczynały życie w mediach rosyjskich, a po stronie polskiej w TVN24, „Wprost”, RMF i „Gazecie Wyborczej”, a potem były powtarzane przez inne główne media. Pojawiały się dosyć regularnie – w pierwszych miesiącach po katastrofie co kilka dni, potem nieco rzadziej. Zgodnie z zasadami wojny psychologicznej było ich bardzo dużo, często przeczyły sobie wzajemnie, niekiedy zawierały elementy prawdziwe, innym razem były od początku do końca wyssane z palca. Wszystko to miało wywołać wrażenie chaosu, przekonać o niemożności dotarcia do prawdy, zdezorientować i zmęczyć społeczeństwo. Przypominamy część z nich. To niestety długa lista.

            1. Tu-154 cztery razy podchodził do lądowania, mimo że kontrolerzy nalegali, by odleciał na zapasowe lotnisko (powtarzały to wszystkie główne media 10.04.2010 r.). W rzeczywistości samolot wykonywał jedno próbne podejście do lądowania uzgodnione, a nawet wręcz zalecone przez wieżę.

            2. Prezydent Lech Kaczyński miał naciskać na załogę, by lądowała niezależnie od warunków. „Pilot nie mógł podjąć sam decyzji o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania w tak trudnych warunkach z takimi osobami na pokładzie” – napisał 10 kwietnia Roman Kuźniar, insynuując naciski Prezydenta („Kultura Liberalna”, 10.04.2010 r.). Jak pokazały stenogramy, nie ma nawet śladu jakiejkolwiek ingerencji ze strony Prezydenta w pracę załogi. Obecny doradca B. Komorowskiego był jedną z pierwszych osób, które mówiły o rzekomych naciskach na pilotów – ulubionym wątku rosyjskiej propagandy.

            3. Gen. Błasik był w kokpicie tupolewa w ostatnich minutach lotu – tej wrzutki dokonał osobiście Edmund Klich (program TVN „Teraz My”, 24.05.2010 r.). „Polski akredytowany” nadal broni tego kłamstwa (radio TOK FM, 13.01.2012 r.), nawet po obaleniu go przez krakowskich biegłych sądowych dzięki analizie nagrań. Głos, przypisywany wcześniej generałowi, należał do II pilota, majora Roberta Grzywny.

            4. „Śmiertelnym lądowaniem dowodził dowódca Sił Powietrznych Polski” – twórczo rozwinął tezę Klicha już następnego dnia dziennik „Izwiestia” (25.05.2010 r.). „Komsomolskaja Prawda” poszła jeszcze dalej i twierdziła, że gen. Błasik siedział za sterami samolotu. W Polsce rosyjskie kłamstwa upowszechnił TVN24 (26.05.2010 r.).

            5. „Gen. Błasik miał zwyczaj wchodzenia do kabiny pilotów i zajmowania ich miejsca za sterami” – kłamstwa, mające udowodnić i podtrzymać tezę o winie gen. Błasika, były powtarzane w mediach jeszcze przez wiele miesięcy (TVN24, „Dziennik”, „Polska-The Times” – 14.10.2010 r.).

            6. „Przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny” – minister Ewa Kopacz w Sejmie (28.04.2010 r.). Prawda była inna. Nie tylko nie dbano o szczątki poległych, ale wręcz niszczono wrak i miejsce katastrofy ciężkim sprzętem oraz zacierano ślady.

            7. Załoga nie znała rosyjskiego i nie rozumiała komend wieży. Przeciwnie – piloci znali ten język doskonale, ponieważ do niedawna był obowiązkowy w polskim lotnictwie wojskowym. Kpt. Protasiuk miał za sobą 30 lotów do Rosji i na Ukrainę.

            8. „Jak nie wyląduję, to mnie zabije” – TVN24 twierdziło, że „takie słowa kilkadziesiąt sekund przed katastrofą prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem miał wypowiedzieć kpt. Protasiuk” (14.07.2010). News pojawił się na czerwonym pasku i powtórzono go w Faktach TVN. To kłamstwo. Niczego takiego nikt z załogi nie mówił.

            9. „To patrzcie, jak lądują debeściaki” – miał powiedzieć I pilot Tu-154, gdy dowiedział się o fatalnej pogodzie („Polska – The Times”, 17.07.2010 r.). Kpt. Protasiuk w ogóle tych słów nie wypowiedział.

            10. Rozczłonkowanie samolotu na tysiące kawałków wynika z tego, że maszyna uderzyła w ziemię grzbietem (m.in. „Gazeta Wyborcza”, 2.11.2011 r.). Parametry lotu nie wskazują, żeby Tu-154 obrócił się do góry kołami. Ale co istotniejsze, nieprawdą jest, jakoby dach samolotu znacząco różnił się wytrzymałością od jego spodu. Łatwo znaleźć w internecie zdjęcia katastrof, w których uderzające o twarde podłoże w pozycji obróconej samoloty ulegały tylko wgnieceniom lub pęknięciom na kilka części, ale nie rozpadały się na kilkucentymetrowe kawałki. Wynika to z faktu, że konstrukcja samolotu opiera się na eliptycznych, grubych, duraluminiowych wręgach, które są jednakowo wytrzymałe na całym obwodzie. Kadłub samolotu, w odróżnieniu od samochodu, zapewnia osłonę przed ciśnieniem lub uderzeniem ze wszystkich stron.

            11. „Wkurzy się, jeśli…” – rzekomy fragment rozmowy załogi Tu-154 miał być dowodem na presję, jakiej poddani byli piloci („Gazeta Wyborcza”, 12.01.2011). Tych słów w ogóle nie ma w stenogramie.

            12. „Jezu, Jezu!!!” – tak miały brzmieć ostatnie słowa pilotów. „Te wstrząsające informacje ujawnił »Faktowi« rosyjski prokurator” – pisał ten tabloid 15.05.2010 r. – „Nasz rozmówca to jeden z bliskich współpracowników szefa komitetu śledczego. (…) Słyszał zapis z czarnej skrzynki. (…) To, co opowiedział, potwierdza wstępne ustalenia śledczych, że załoga prezydenckiego tupolewa nie miała żadnych kłopotów technicznych i nie orientowała się, że leci za nisko, aż do chwili, gdy z kabiny zobaczyła las i ziemię”.
            Takich słów nie ma w nagraniach, a ostanie chwile lotu wyglądały zupełnie inaczej.

            13. „Pijany generał Błasik zmusił pilotów do lądowania” – opublikowanie raportu MAK to było apogeum smoleńskiego kłamstwa (12.01.2011 r.). Niestety, sformułowanie „podpity generał” pojawiło się też w polskojęzycznych mediach („Gazeta Wyborcza”, RMF24.pl, Interia.pl). Gen. Anodina powołała się na rzekomą obecność 0,6 promila alkoholu we krwi gen. Błasika, niepotwierdzoną przez żadne niezależne badania. Mógł to zresztą być tzw. alkohol endogenny, który wytwarza się w organizmie samoistnie po śmierci. Moskwa wykorzystała to do haniebnego oskarżenia nieżyjącego generała. Kłamstwo obaliła jego żona: – Mąż nie mógł pić, bo miał w Katyniu przyjąć komunię św. – powiedziała Ewa Błasik (13.01.2011 r.). Słowa o komunii św. wycięła w swojej relacji telewizja TVN.
            O całkowitym fałszu raportu MAK nic chyba nie świadczy lepiej niż to, że jest oparty na stenogramach, w których pominięto w ogóle komendę „Odchodzimy”, wydaną na prawidłowej wysokości przez dowódcę samolotu.

            14. Przed startem Tu-154 miało dojść do kłótni między gen. Błasikiem a kpt. Protasiukiem – tę wiadomość podał TVN24 (25.02.2011 r.), a potem żyła nim przez wiele dni większość mediów. Kapitan Protasiuk rzekomo nie chciał 10 kwietnia zasiąść za sterami rządowego tupolewa i na płycie lotniska Okęcie kłócił się o to ze swoim przełożonym. Nagranie z kamery przemysłowej, na którym widać sprzeczkę oficerów, miała rzekomo Prokuratura Wojskowa. Jej rzecznik, płk Zbigniew Rzepa, potwierdził, że prokuratorzy mają nagranie z kamery przemysłowej z lotniska Okęcie z 10 kwietnia. Jego słowa, celowo niejednoznaczne, zdawały się potwierdzać tezę o „kłótni”. TVN podał, że dowódca Tu-154 miał się sprzeciwiać wylotowi, ponieważ obawiał się o stan pogody na lotnisku w Smoleńsku. Telewizje grupy ITI donosiły, że gen. Błasik miał udzielić podwładnemu reprymendy, używając wulgarnych słów. Potem informowano, jakoby kłótnię miał potwierdzić jej świadek – oficer BOR.
            Wszystko to okazało się kłamstwem. Po trzech tygodniach codziennego medialnego roztrząsania kolejnej „winy” gen. Błasika, prokuratura w końcu musiała przyznać, że na filmie z Okęcia nie ma żadnej kłótni. Zaprzeczyli jej też świadkowie odlotu Tu-154.

            15. Raport przygotowany przez polską komisję ministra Jerzego Millera (29.07.2011) był równie fałszywy jak dokument MAK. Zawierał wprawdzie krytykę pod adresem kontrolerów lotu w Smoleńsku, ale winą obciążał głównie stronę polską. Komisja Millera zajęła się przede wszystkim rzekomymi nieprawidłowościami w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa i zarzuciła elitarnej załodze Tu-154 popełnienie bardzo wielu elementarnych błędów, które trudno byłoby przypisać nawet początkującym pilotom.
            Fałsz raportu Millera był prostą konsekwencją decyzji premiera Tuska o oddaniu śledztwa Moskwie. Polska komisja opierała się więc niemal wyłącznie na informacjach dostarczonych przez stronę rosyjską. Nie dysponowała nawet podstawowymi dowodami niezbędnymi do rzetelnego przeprowadzenia śledztwa (np. wrakiem i czarnymi skrzynkami). Miała jedynie wybrane przez Rosjan kopie niektórych dowodów.
            Rozdmuchano nieistotne, dotyczące biurokratycznych formalności nieprawidłowości w pracy 36. specpułku i uczyniono je źródłem katastrofy smoleńskiej. Skandalem było zaś postawienie załodze samolotu zarzutu bezpośredniego spowodowania tragedii. Komisja uczyniła to bez dostatecznych dowodów, naginając fakty pod założoną tezę i interpretując wszystkie dane na niekorzyść pilotów, często stające w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem.

            16. „Był dowódcą Sił Powietrznych przez kilka lat i jest odpowiedzialny za opisany w raporcie nieprawdopodobny bałagan, który doprowadził do katastrofy smoleńskiej” twierdził „ekspert” Tomasz Hypki, promowany w większości polskich mediów (Wirtualna Polska wp.pl, 4.09.2011 r.).
            Raport komisji Millera nie usatysfakcjonował Rosjan. Występujący w ich imieniu inny „ekspert” uznał raport Millera za… „wybielanie gen. Błasika”. Rzekomy bałagan został sztucznie rozdmuchany na wątłych podstawach, np. braku pieczątek w odpowiednich rubrykach.

            17. „Piloci świadomie lądowali przy fatalnej pogodzie” – tak zatytułowali swój wyjątkowo nierzetelny tekst Paweł Reszka i Michał Majewski („Rzeczpospolita”, 1.06.2010 r.). Autorzy skoncentrowali się też na tezie o rzekomym bałaganie w lotnictwie wojskowym, a szczególnie w elitarnym 36. specpułku, którą usiłowali uzasadnić w całym cyklu artykułów w tym dzienniku. „Zwierzchnicy armii odpowiedzialni za lotnictwo zapewniali, że szkolenie jest na wysokim poziomie. (…) Dziś wiadomo, że normalnych szkoleń właściwie nie było” – twierdzili („Rzeczpospolita”, 5.08.2011 r.). Wyolbrzymiając drobne, papierkowe niezgodności z często nierealistycznymi, nieżyciowymi i przestarzałymi regulaminami wpisali się tym samym w plan ataku na gen. Błasika – dowodzącego lotnictwem.
            Jak wykazali Grzegorz Wierzchołowski i Leszek Misiak w „Gazecie Polskiej”, tendencyjne, pisane pod z góry założoną tezę teksty „dziennikarzy śledczych” „Rzeczpospolitej” w rzeczywistości opierały się na sfałszowanych stenogramach rosyjskich i na niewiarygodnym raporcie Millera.

            18. Piloci byli „niedouczeni” – to jedna z podstawowych tez pisanej jakby na rosyjskie zamówienie książki „Ostatni lot” Latkowskiego, Białoszewskiego i Osieckiego.
            „Podczas przygotowań do lotu i podczas jego trwania popełniano błąd za błędem. Mam na myśli choćby przypadkowo dobraną załogę.(…) To tak, jakby dziecko posadzić za sterami. Zdecydowanie, to my bardziej przyczyniliśmy się do tej katastrofy” – mówił Wojciech Łuczak, „ekspert” lotniczy („Superekspres”, 13.01.2011 r.). Załoga nie popełniła żadnych błędów i do ostatnich chwil działała w najwyższym stopniu profesjonalnie, a kpt. Protasiuk wykazał się wręcz mistrzostwem, gdy uniknął uderzenia w zbocze doliny przed lotniskiem, na które naprowadziła samolot wieża w Smoleńsku. Kpt. Protasiuk i mjr Grzywna należeli do najlepszych z najlepszych. Wystarczy powiedzieć, że dowódca miał wylatane ponad 3,5 tys. godzin (!), a II pilot niemal 2 tys. Byli zgrani i doskonale się rozumieli – odbyli wcześniej wspólnie kilkadziesiąt lotów, w tym wyczynowy powrót z Haiti nad Atlantykiem z uszkodzonym autopilotem, kiedy przez 14 godzin, z trzema międzylądowaniami, prowadzili samolot ręcznie.

            Brzoza złamała skrzydło – „matka wszystkich kłamstw”. Jak wykazały analizy przeprowadzone w USA, wytrzymałość skrzydła, na którym utrzymuje się przecież w powietrzu 90-tonowy ciężar samolotu, jest tak znaczna, że nie mogłoby zostać złamane przez brzozę. A jeszcze lepszym dowodem są awaryjne lądowania w lesie różnych maszyn, także tupolewów, które wycinały po drodze nawet kilkaset drzew i dochodziło przy tym tylko do powierzchownych uszkodzeń poszycia.

            Autor:
            Artur Dmochowski

          • moherowy czarodziej

            Dyskusja z członkami PiS, to jak kopanina z koniem.
            Ta anegdotka chyba oddaje meritum „głupoty smoleńskiej”.
            Państwo Smoleńscy wybrali się na długo planowaną wycieczkę do Egiptu. Najtańsze bilety przypadały na okres szkolny, więc ich syn Antek niestety musiał zostać w domu pod nadzorem wujka Jarosława.

            Po powrocie, ojciec Antka z dumą pokazuje synowi zdjęcia z Gizy. Na jednym z nich rodzice stoją uśmiechnięci na tle piramidy Cheopsa.

            Antek uważa, że jest wybitnym uczniem. W szkole, pan od matematyki właśnie zaczął lekcje geometrii. Antek ma już swoje własne linijki, a ostatnio dokupił sobie jeszcze kątomierz.

            Antek uważa się też za speca od historii. Na ostatniej lekcji, pani od historii właśnie mówiła o piramidzie Cheopsa – tej ze zdjęcia z rodzicami!… Mówiła, jaka jest ta piramida strasznie wysoka i z jaką precyzją była budowana. Więc Antek z podwójnym zainteresowaniem ogląda teraz zdjęcie rodziców na tle tej piramidy… I coś mu tutaj zaczyna nie pasować.

            Pani mówiła, że piramida ma 147 metrów wysokości, a tatuś Antka ma metr osiemdziesiąt wzrostu, więc mały Antek za pomocą linijki zmierzył na zdjęciu, że tylko pięć sylwetek tatusia zmieści się na wysokości piramidy, a 5 razy 1,80m to jest 9 metrów, a nie 147 metrów, tak jak pani od historii mówiła! Pani też mówiła, że nachylenie ścian piramidy to 52 stopnie, a za pomocą nowo zakupionego kątomierza mały Antek mierzy na zdjęciu, że nachylenie ścian wynosi tylko 40 stopni, a nie 52!

            Mały Antek nigdy nie lubił tej pani od historii. A teraz ma dowody na to, że nie bez powodu. Wychodzi na to, że pani od historii jest nie tylko wstrętna, ale też obrzydliwie kłamie i strasznie mataczy!

        • Ewa (albańska dziewica) Odpowiedz

          Adamie co jest według Ciebie wyznacznikiem prawdy w publikacjach Niezależnej? To jest dla mnie klucz do poznania Twoje myślenia i poglądów.
          Jeżeli na Niezależnej zostanie opublikowany artykuł, to zastanawiasz się nad nim, czy przyjmujesz jako bezkrytyczną prawdę?
          Z jednej strony prawica spycha nasz kraj do słabego, bez wojska, bez tego, bez tamtego, ale z drugiej strony utrzymuje się teorię o zamachu w Smoleńsku.
          Jeżeli informacje o gen. Błasiaku były nieprawdziwe to powinny zostać sprostowane. Ale przypominam, że od kilku lat w sejmie szaleje święty Antoni, który raz opowiada o wybuchach, raz o wstrząśnięciach, raz o brzozie która zaatakowała samolot, publikuje zdjęcia z internetu jako dowody… To jest Adamie ta prawda?
          Nie ma żadnego dowodu na to, że to był zamach. A przypomnę, że w zamachu to zginął np. John F. Kennedy (biały dzień, tłum ludzi i strzelający zamachowiec). To jest zamach. Pomimo tego, że sytuacja wydawała się oczywista, to powstało setki historyjek o tym, kto mógł za tym stać, że kule leciały z przodu, a nie z tył itd. Sprawa do dziś nie jest na 100% jasna.
          W Smoleńsku jest mgła, lecą nimi piloci, którzy mieli dziwne lądowania we mgle w innych krajach (gdy to sprawdzono, okazało się, że była ładna pogoda) i istnieje multum wytłumaczeń logicznych o tej katastrofie, ale ludzie zawsze będą woleli zamach. Bo są uprzedzeni do Rosji, bo to sprawia, że Kaczyńskiego można wynieść na piedestał jako tragicznie zmarłego, bo można na tym zbudować świetną kampanię wyborczą łapiącą za serca, bo można zgarnąć kasę o jakiej nikt sobie nie śnił (ile bierze rodzina górnika, który ginie w kopalni, a ile wzięła Marta Kaczyńska? Dlaczego mieszkała w Pałacu Prezydenckim na koszt podatników, podczas gdy jej mąż rozbijał się niezłą furą po Warszawie? Można wiecznie insynuować i pokazywać nasz kraj jako wiecznie uciemiężony, giniemy za miliony!
          Chore, niedorzeczne i z drugiej strony śmieszne. Kto będzie chciał wierzyć w zamach, to będzie. Kto trzeźwo przeanalizuje sytuacje, prześledzi inne faktyczne zamachy na ważne osoby w państwie, to będzie wiedział, że to się nie dodaje (słowami Maxa).

  2. Ewa (albańska dziewica) Odpowiedz

    Jeżeli chodzi o polskie wojsko, pod względem rankingów nie jest źle. Mamy całkiem fajne miejsce na arenie międzynarodowej, a dalsze zbrojenie w naszym przypadku nie ma po prostu sensu.
    Gdyby Stany Zjednoczone, Turcja czy Chiny przestały się bronić, to Rosja graniczyłaby z Oceanem Atlantyckim. Na świecie jest wiele punktów zapalnych np. Pakistan -Indie, Korea Północna i Południowa itd., ale zmienił się świat i sposoby walki. W razie jakiegokolwiek poważnego kryzysu/konfliktu/wojny będziemy mieć do czynienia z cyberatakami, bombami biologicznymi, sama broń nuklearna to dobry straszak, ale użycie jej to tak jakby zabrać dzieciom piaskownice. Zimna wojna nigdy się nie skończyła, a wyczyny Rosji to typowa gra dziecka, którego chcą wyeliminować z gry. W razie wejścia w życie konkretnych sankcji gospodarczych, Rosja straci i to bardzo dużo. Nie możemy zapominać o tym, że w Rosji prowadzi się wielkie biznesy i gdyby doszło do konfliktu, ludzie też nie staliby jak strachy na wróble. Putin to polityk twardy, trochę nieobliczalny. Czym bardziej wszyscy chcą go usidłać, on bardziej się wyrywa, jednak to przypomina bardziej prężenie muskuł, niż coś konkretnego.
    Po ostatnich wydarzeniach widać, że Polska coraz więcej znaczy w Europie i jest to zasługa m.in. Sikorskiego. Ogólnie wizerunek nie jest oparty na mlaskaniu jęzorem tylko na konkretnej dyplomacji. Wystarczy popatrzeć jaki image obiera sobie Tusk przy wystąpieniach, w jakich garniturach chodzi i jak dyplomatycznie się wypowiada (w kwestii międzynarodowej). Wcale go tu nie bronie, obserwuję tylko bardzo wyraźne przebazowanie się polityki na model typowo zachodni. Niestety Po sobie nie radzi i inne partie sobie też nie poradzą. Obecnie mamy jedne z najlepszych kontaktów międzynarodowych i gospodarczych i niestety żadna partia nie udźwignie wypracowanego stylu.

  3. moherowy czarodziej Odpowiedz

    Jak trwoga, to do „boga”, bo tak należałoby dziś mówić o USA w kontekście konfliktu krymskiego.
    Ponadto wydarzenia na Ukrainie obnażyły prawdziwe oblicze Unii Europejskiej, która z jednej strony nazywa siebie demokratyczną, a sama prowokuje do siłowego obalenia legalnie wybranej władzy. Z drugiej zaś pokazuje niemoc rządzących nią biurokratów poruszających się na smyczy wielkich koncernów i korporacji, dla których bezpieczeństwo poszczególnych państw jest rzeczą drugorzędną, bo liczy się tylko wygenerowany, własny zysk.
    Przede wszystkim zatarg ten demaskuje prawdziwą twarz Putina, który okazał się być próżnym możnowładcą uzurpującym sobie prawo do całej spuścizny po Związku Radzieckim. Putina, który jest gotów wyruszyć na każdą wojnę tylko po to, by dogodzić własnej megalomani.
    Polska zaś jako ten kraj ze szczególnym bagażem doświadczeń II Wojny Światowej oraz totalitarnego PRL-u, w aspekcie biurokratycznych zachowań partnerów z Unii i widmem rosnącej w siłę zaborczej Rosji, powinna jak najszybciej powrócić do zacieśniania stosunków z USA, bo to one na dzień dzisiejszy wydają się być najpewniejszym gwarantem naszego bezpieczeństwa.

  4. Krystyna Odpowiedz

    Uważam, że kwestię Smoleńska powinniśmy zostawić w spokoju, prawda znowu wyjdzie na jaw za 90lat. Tymczasem najważniejsze jest wypracować własną politykę zagraniczną, która nie byłaby „udawaniem” i „powielaniem” schematów prezentowanych przez państwa z których czerpiemy wzorce. USA zawsze były potęgą i osobiście nie wierzę w to aby kiedykolwiek miało się to zmienić.

    • moherowy czarodziej Odpowiedz

      Krystyno, tragedii smoleńskiej nie należy zostawiać w spokoju, bo zginęło w niej 96 osób, a jak do tej pory nikt za nią nie poniósł odpowiedzialności i nikt nie został ukarany.
      Dziś próbuje się mówić, że winni zostali pogrzebani razem z tupolewem. – To nie jest prawda, a cały ten „cyrk smoleński” zorganizowany przez Macierewicza, Kaczyńskiego i stronę rządową ma na celu odwrócenie uwagi od osób za nią odpowiedzialnych.
      Kaczyński i PiS próbuje wybielać swoich, równocześnie winą obarczając tych z PO i vice versa. Wszystkim w to graj, a karuzela smoleńska kręci się dalej i czas leci nieubłaganie; Zobaczysz, że jedni i drudzy będą nią tak długo kręcić, aż sprawy zaczną się w końcu przedawniać. A i „pożytecznych idiotów” też nie będzie brakowało, co chwila demaskujących jakiś nowy, „zatajony” dowód, albo jakąś nie odkrytą jeszcze smoleńską sensację.

  5. tragedia Odpowiedz

    Prawda jest banalnie prosta, zginęli na własne życzenie. Mały samolot z dziennikarzami ledwo wylądował. Mądrość polegała na tym, żeby odlecieć ponieważ lotnisko było byle jakie panowała mgła i ruscy zwracali uwagę, że nie ma warunków do lądowania. Niestety, nie posłuchano i stała się tragedia.

    • Ewa (albańska dziewica) Odpowiedz

      Cała impreza była zaplanowana na hurrrrra. Identycznie było z biegiem (nie pamiętam w którym mieście), w którym umarł jeden z uczestników. Gdyby dobiegł wszyscy by się cieszyli i bili brawo, a organizacja nadal wyglądała by tak jak przedtem. W wyniku śmierci nagle dowiedzieli się, że karetek mało, że sprzętu nie mają, że ochrona pomagała, że to, że tamto.
      U nas niestety z lotem do Smoleńska było identycznie. Nawpychali się jak bydło do tego samolotu i gdyby wylądowali to by sobie klaskali, ale że warunki były jakie były i trudno, stało się. Gdyby ten samolot rozbił się z jedną osobą, nikt by nic nie mówił, ale że leciało ich tam aż tyle? To dowód na to, że u nas w Polsce nie ważne gdzie, przepisy się omija z natury. To takie pokomunistyczne. W waszych komentarzach zarzucacie winę Rosjanom, ale jak to mówi Biblia, drzazgę w ich oku to łatwo zobaczyć, ale belkę niedopracowań, braku organizacji i przede wszystkim uparcia się na lądowanie, to już nie.
      Jasne, że lotnisko było nieprzystosowane! Brawo! Więc dlaczego strona Polska od xxx czasu tam lądowała? To jest wina Rosjan?
      Gdyby powiedzieli, że nie przyjmą Polaków na Smoleńsku, bo mają niesprawne lotnisko, co byście powiedzieli? Że utrudniają nam obchodzenie święta. I tak źle i tak niedobrze.

Skomentuj

Pin It on Pinterest