redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Rafał Bąk: Czego nas uczy wojna na Ukrainie…

Jaki był tegoroczny polski muzyczny przebój lata? Zdaje się, że takowego w tym roku żadnemu z naszych, pożal się Boże, artystów stworzyć się nie udało. Tymczasem na Ukrainie materiał na taki wakacyjny przebój jest. Nie ma w nim jednak mowy o słońcu, plaży czy innej przysłowiowej „dupie Maryny”. Już sam jego tytuł „Grady – gady, Buki – suki” jasno mówi nam, że utwór traktuje o toczącej się tam wojnie.

foto: мультимедиа.минобороны.рф

foto: мультимедиа.минобороны.рф

Regularnym, krwawym konflikcie, który nam w Polsce może wydawać się czymś zupełnie nierzeczywistym, choć przecież toczy się na terytorium naszego bezpośredniego sąsiada. Co więcej, nie toczy się on na jakiegoś rodzaju zapomnianych przez Boga i ludzi „Dzikich Polach”, ale w bogatych, gęsto zaludnionych i uprzemysłowionych regionach Ukrainy. My Polacy lubimy spoglądać na wschód dość lekceważąco, z nutą jakiejś – często niczym nieuzasadnionej – wyższości.

Tymczasem wystarczy przyjrzeć się choćby… tamtejszemu zespołowi piłkarskiemu, Szachtarowi Donieck z jego budżetem, składem i osiągnięciami w europejskich pucharach, żeby uświadomić sobie, że to raczej my moglibyśmy mieć kompleks prowincjonalności wobec wschodu Ukrainy, a nie odwrotnie. Jeśli więc tam może toczyć się wojna, to w bliżej nieokreślonej przyszłości może się ona toczyć także w krajach bałtyckich, jak i – odpukać – w Polsce. To pierwszy i najważniejszy wniosek z całego ukraińskiego konfliktu, który polscy politycy zawsze powinni mieć z tyłu głowy, prowadząc politykę naszego kraju.

Drugi wniosek, który można wyciągnąć także z naszej historii, jest taki, że w tym miejscu Europy słabość nie pozostaje bez kary. Ukraińskie państwo przez ostatnie dwie dekady – zamiast się rozwijać – gniło. Nie jest to miejsce, by roztrząsać tu przewiny oligarchiczno-mafijnych układów rządzących Ukrainą i tamtejszego społeczeństwa, które lepszych elit wyłonić z siebie nie potrafiło, dość powiedzieć, że cena, jaką przyszło Ukrainie za te dwie dekady bezhołowia zapłacić, jest bardzo wysoka. Najpierw utrata Krymu, a potem wojna we wschodnich obwodach pokazała, że państwo ukraińskie stało się zwyczajną wydmuszką. To zadziwiające, ale tak wielki kraj nie może sobie poradzić z kilkoma tysiącami lekko uzbrojonych bojówkarzy podesłanych z Rosji. Okazało się, że ukraińskie służby specjalnie, milicja i wojsko de facto nie istnieją, czego teraz, w większym czy mniejszym stopniu, wszyscy Ukraińcy ponoszą cenę. Putin doskonale tę słabość wyczuł i korzystając z chwilowego zamieszania spowodowanego przewrotem na Majdanie, bez litości ją wykorzystał, o co zresztą trudno mieć do niego pretensje. Czy istnieją jakieś obiektywne powody, dla których słaba Polska nie miałaby podzielić losów słabej Ukrainy? Oczywiście, że nie! W polityce istnieje tylko siła i brak siły. Ten drugi stan w przypadku Polski zostanie niechybnie wykorzystany, tak jak bywało to już wcześniej, a chętni do tego i pretekst się zawsze znajdzie.

W tym miejscu na mapie, w którym się znajdujemy, jest miejsce albo na państwo silne, albo na żadne. Na pewno nie na takie, które „istnieje tylko teoretycznie”, jak to stan naszego państwa zdiagnozował minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Cóż, przy okazji wojny na Ukrainie warto więc sobie przypomnieć, że rządzenie krajem to rzecz poważna, śmiertelnie poważna. Polityka nie jest kolejną gałęzią przemysłu rozrywkowego, od tego kogo sobie wybierzemy i jak będzie rządził, naprawdę zależy dzisiaj i jutro każdego z nas. Ukraińcy przerabiają to już w pełnym wymiarze, my na szczęście, póki co, tylko w częściowym.

Częściowym, gdyż za jednoznaczne zaangażowanie się po stronie Ukrainy i pełnienie „wzorowej roli amerykańskiego dywersanta” koszty ponosi na razie jedynie część społeczeństwa, czyli polscy rolnicy i sadownicy. Cóż, gdy patrzymy w ostatnich dniach na zachowanie naszych polityków, sama nasuwa się kolejna konstatacja. Mianowicie rządzą nami ludzie niepoważni i nieodpowiedzialni, a do władzy rwą się ludzie wcale nie lepsi. No ja bardzo przepraszam, ale żeby nie zdawać sobie sprawy, że oberwiemy za nasze wsparcie dla Ukrainy gospodarczymi sankcjami ze strony Rosji i nie być w żaden sposób na to przygotowanym, to trzeba być jednak ciężkim idiotą. Jeszcze większym naiwniakiem trzeba być licząc na to, że Unia Europejska natychmiast pośpieszy rekompensować straty polskim rolnikom. Dla usprawiedliwienia rządzących można tylko dodać, że posłowie PiS i tak w tej materii odstawili wszelką konkurencję, pisząc projekt ustawy, wedle której UE bez szemrania zapłaci nawet zaległe odsetki od kredytów zaciągniętych przez zagrożonych bankructwem rolników. Krzyczeć na Majdanie potrafi każdy głupi, z zapłatą za konsekwencje tych wrzasków jest już znacznie gorzej.

Co dopiero GUS ogłosił, że pierwszy raz w dziejach III RP mamy do czynienia z deflacją, spowodowaną głównie spadkiem cen owoców i warzyw. Jest to widomy znak, że Polska stała się w gospodarczej wojnie z Rosją państwem frontowym. Polska przygotowana na to nie jest. Podobnie do jakiejkolwiek konfrontacji niegotowa jest nasza armia i jeszcze długo nie będzie. Tym bardziej może dziwić z jaką ochotą nasi politycy pchają Polskę w awanturę na wschodzie. Jak widać jesteśmy pod pewnymi względami narodem niereformowalnym. Wystarczy jakaś zadyma nieopodal i podszepty ze strony sojuszników, którym nie można ufać i już większość z naszych elit rozstaje się ze zdrowym rozsądkiem. Powiedzmy sobie szczerze, nie jesteśmy żadnym liczącym się graczem w trwającej obecnie konfrontacji. Przypuszczam, że Polsce możni tego świata z góry wyznaczyli zgoła inną funkcję w całym konflikcie. Jest to rola, w której Polacy czują się najlepiej i zawsze ochoczo się w nią wcielają. Jaka to rola? Rola kozła ofiarnego…

 Rafał Bąk

Podobne wpisy

  1. Tommy Odpowiedz

    Szanowny Autorze, zgadzam się z prawie każdym zdaniem artykułu, nie zgadzam się z jego ogólną wymową, w której króluje szczególnie pod koniec swoisty krowinizm – masa twierdzeń, nierzadko opozycyjnych względem siebie i nieznośny brak konkretności oraz konsekwencji. Na początku artykułu jest mowa o „regularnym, krwawym konflikcie” a pod koniec mamy „jakąś zadymę”, z jednej strony słuszna przestroga przed lekceważącym traktowaniem przez Polaków spraw ukraińskich, z drugiej – „awantura na Wschodzie”.
    Sądzę, że problem z podejściem do Ukrainy jest szerszy, jest to problem niezdecydowania czy mieć ciasteczko, czy zjeść ciasteczko. Opcje są dwie: albo traktujemy Rosję priorytetowo a zatem Ukrainę jako słaby organizm mogący posłużyć nam do konsumpcji (to oferował nam Żyrinowski oraz Orban), albo myślimy w kategoriach postjagiellońskich i wtedy priorytetem jest budowa stabilnego kordonu państw wschodnich oddzielających nas od wrogiej Rosji. W latach 2005-2007 prowadziliśmy właśnie tę politykę, następnie została ona zarzucona dla opcji pierwszej. W ciągu ostatniego półrocza w jakimś laboratorium powstała zaś hybryda: prowadzimy równocześnie obie polityki. Stąd tak naprawdę nie wiemy co myślimy i nie wiemy co robimy, bo są to opcje sprzeczne. Trzeba jednak coś wybrać – albo uznajemy wojnę ukraińsko-rosyjską za zagrożenie dla Polski, albo pilnujemy swoich jabłek, mięsa oraz mleka i po cichu planujemy rozbiór Ukrainy z błogosławieństwem Niemiec, które przecież pogodzą się ze zwróceniem Polski ku Wschodowi z jednoczesnym odwróceniem uwagi od terenów zachodnich…
    Osobiście uważam, że istnienie silnej Ukrainy, wrogiej Rosji, jest dla nas korzystniejsze. Czy ta Ukraina powstanie? Nie wiem; wiem natomiast, że Kijów podejmuje nadludzkie wysiłki, walcząc o niepodległość, i w tym właśnie momencie buduje prawdziwe państwo i prawdziwy naród ukraiński. Co zresztą jest nauką od zawsze i po wsze czasy – nie ma nic za darmo, a zwłaszcza wolności.

  2. tomi Odpowiedz

    Polska powinna byc sprytna i dbac o swoje interesy.Nalezy wysylac na Ukraine nasze produkty:bron,zywnosc,materialy budowlane.W zamian ukraincy powinni sprzedawac nam lub dzierzawic swoja ziemie na ktorej polscy farmerzy zatrudniajac ukrainska tania sile robocza powinni rozwiac produkcje rolna.Ukrainskie czarnoziemy to spichlerz Europy.Powinnismy wykorzystac ta okazje ,aby przejac te tereny i stac sie czolowym graczem na rynku zywnosci na swiecie.Musimy wspierac Ukraine jako nasz wschodni bufor przed Moskwa ale jednoczesnie robic na tym dobry interes.

  3. Julia Odpowiedz
  4. Anonim Odpowiedz

    Uczy? Poucza?

Skomentuj

Pin It on Pinterest