redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Spotkanie z Andrzejem Stasiukiem w MBP w Gorlicach

W czwartek 6 listopada w Miejskiej Bibliotece Publicznej odbył się wieczór autorski Andrzeja Stasiuka poświęcony prezentacji jego najnowszej książki pt. Wschód.

Pisarz Andrzej Stasiuk i prowadzący spotkanie Paweł Nowicki

Pisarz Andrzej Stasiuk i prowadzący spotkanie Paweł Nowicki

Zebranych powitała Magdalena Miller – dyrektor gorlickiej MBP, spotkanie zaś prowadził Paweł Nowicki. Pisarz odczytywał fragmenty swego nowego dzieła, zaś licznie zgromadzona publiczność stawiała mu szereg pytań, związanych zarówno problematyką utworu, jak również z całokształtem jego dotychczasowej twórczości. Później rozmowa zmieniła się w gawędę artysty o jego podróży na wschód, o jego doświadczeniach i refleksjach jakie pośrednio przyczyniły się do powstania prezentowanej książki.

Andrzeja Stasiuka Wschód  

Oto przed nami nowa książka Andrzeja Stasiuka pt. Wschód. Bohater-narrator przemierza azjatycką Rosję, trafia do Mongolii, a potem do Chin. Jednak czytając tę powieść, nie mamy do czynienia reportażem ani dziennikiem podróży. Choć podobnie jak Taksim czy Jadąc do Babadag nosi ona pewne znamiona książki podróżniczej, pełna refleksji nad odmiennością kultur, ich wzajemnym przenikaniem, podskórnym nurtem historii, Wschód zdaje się opowiadać raczej o podróży, którą autor odbywa w głąb samego siebie, podróży do źródeł pamięci. Także pamięci zbiorowej.

Narrator jest zakorzeniony w swym zakątku świata, wybiera się w podróż by potem, z tej odległej perspektywy wyraźniej ujrzeć i lepiej zrozumieć samego siebie –  także swych rodaków, po prostu ludzi, z którymi przyszło mu żyć, wśród których się wychował. Może w tych wędrówkach przejawia się opór jaki artysta czuje przed wielką unifikacją świata? Może autor poszukuje miejsca, gdzie jest jeszcze chociaż trochę inaczej, gdzie nie dotarł amerykanizm,  konsumpcjonizm, gdzie nie stoi jeszcze taki sam Lidl, jak w Gorlicach, Bardejovie?

A może punkt widzenia autora –  jego pozycja wobec świata da się wpisać w nomadyczny nurt płynnej nowoczesności, gdzie podróż jest metaforą chaotycznej wędrówki znikąd donikąd, gdzie wszystko zdaje się wymienialne na wszystko? Czy przesłanie książki dałoby się więc odczytać jako  wyprawa do kresu kultury, przynajmniej tej, która oparła się kiedyś nawale tatarskiej, dziś rozmytej od wewnątrz, ponowoczesnej, jak gdyby przebrzmiałej?

Ktoś kiedyś, w trochę innym kontekście powiedział, że Rosja – Wschód to nie tyle miejsce na ziemi, ile stan umysłu. Autor ukazuje nam fenomen Wschodu azjatyckiej Rosji, która Polakom nieodłącznie kojarzy się z zesłaniem. Odległość nie do przebycia, czas nie do przeczekania, właściwie stan zawieszenia – stan poza czasem, pustkowie na którym nic się nie dzieje, ponieważ, tutaj  –  jak czytamy –  „od siedmiuset lat trwała nieostająca teraźniejszość”.

Bardzo silnie zaznaczony w powieści Stasiuka jest wątek metafizyczny –  śmierć człowieka, śmierć zwierząt, rytuał pochówku. Życie – oddech, który zanika, ciepło, które się rozprasza gdy ustanie serce, a to, co pozostaje z człowieka lub martwego psa, wraca z powrotem o królestwa minerałów. Zachód doszedł do przemysłowego spopielania ludzi w krematoriach, tu – na dzikim pustkowiu, w kolebce Czyngis-chana zwłoki po prostu zostawia się sępom i psom. Przypomina się Ziemia jałowa, Ziemia Ulro,  gnostycki świat porzucony przez Boga, nieludzka ziemia.

Możemy układać warstwami naszych zmarłych w nadziei że nas obronią, odgrodzą, gdy nadejdzie czas. Robimy im legowiska z kamienia, żeby było gdzie przychodzić, żeby nie uciekli. Mięso odchodzi ale zostaje kość i to nas pociesza. Kość. Żeby ją zatrzymać robimy to wszystko. Ponieważ nie wierzymy w pamięć.

Autor wspomina o nieznanym miejscu spoczynku Czyngis-chana.

Nie wiadomo, gdzie jest pochowany Czyngis-chan. Mówią, że na północnym wschodzie, w krainie, w której się urodził. Mówią, że zabijano wszystkich, którzy natknęli się na orszak pogrzebowy. Co stało się z orszakiem, nie wiadomo. Może i orszak wymordowali ostatni, najwierniejsi z wiernych, i tajemnicę sami zabrali do grobu. Pojawił się znikąd i odszedł bez śladu (…) Wrócił skąd przyszedł? Zostawiając po sobie pamięć grozy i chwały? Tym jest życie?

Wielkie życie –  czyn jak błyskawica, po której na firmamencie nie zostaje śladu. Imperium, które nie zostawiło po sobie materialnych ruin, kolumn i portyków, ale ruiny duchowe – na trwałe wpisane w ludzką osobowość strach i upodlenie ale też przebiegłą umiejętność prowadzenia wojny i administrowania bezkresem.

Pod koniec autor przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Pisze, iż ma wrażenie, że pamięć przenosi się w genach, że ma przed oczyma wspomnienia swych przodków, obrazy przez nich ujrzane i dane mu tak, jak gdyby sam widział je na własne oczy.

Tym razem mowa jest o tym, jak Wschód przyszedł do Polski jako sowiecki komunizm, jak zdołał uwieść i oszukać wielu biednych ludzi, bo wszędzie są biedni ludzie, których można uwieść, oszukać, wziąć na kiełbasę wyborczą kiedy przymierają głodem, albo po prostu zastraszyć.

Wschód dotyka wielu kwestii, które mogłyby być tematem wielowątkowej dyskusji: Nad utratą pamięci, zmierzchem kultu zmarłych, nad bezmyślną konsumpcją, zalewem tandety –  na tle których samotna jednostka próbuje ocalić siebie – zbudować swą tożsamość z odprysków wspomnień, zadumy nad historią, swym miejscem na ziemi.

Paweł Nowicki

Podobne wpisy

  1. Bronek Trocki Odpowiedz

    Dobra, dobra, zanim komunizm uwiódł biednych ludzi, to uwiódł całkiem bogatych. Komunizm krzewili zblazowani paniczykowie, obłąkani filozofowie z pełnymi kieszeniami, fabrykanci jak Engels, i przede wszystkim wszelkiego typu dewianci marzący o przemocy, terrorze i zagładzie. Z tym uwiedzeniem biednych to też przesada, zwykli ludzie byli nadzwyczaj odporni na komunizm, to raczej intelektualiści mu ulegali i palili przed nim kadzidła. W Polsce ponad 70% społeczeństwa komunizm odrzuciło – to dane zbierane przez samych komunistów po wojnie (chcieli się orientować w rzeczywistych nastrojach).

  2. Batman-Woźnica Odpowiedz

    Zgoda, Zgoda, Zgoda. Już Dostojewski opisał w „Biesach” niebezpieczną grę, jaką uprawiała ówczesna inteligencja, bawiąc się romantycznymi ideami. Przewidział konsekwencje beztroskiej intelektualnej zabawy, która doprowadziła do wyhodowania politycznej bestii. Studium narodzin bolszewii. Czytałem „Biesy” w czasach PRL i dziwiłem, że puściła to cenzura. Chyba tylko dlatego, że to bezapelacyjnie genialne i w dodatku ruskie a wszystko co ruskie było wtedy OK.
    Autor wpisu z jadem pisze o „paniczykach” „obłąkanych filozofach”. Ale nowoczesną koncepcję wolności, konstytucję, prawa obywatelskie, ochronę prywatności też wymyślili filozofowie, prawnicy…
    Wracając do książki. Przede wszystkim „Wschód” nie jest powieścią historyczną. Autor migawkowo tylko przywołuje pewne obrazy z dzieciństwa w taki trochę proustowski sposób. I tyle. Skądinąd komuny bynajmniej nie broni. W recenzji pada sformułowanie, że „zawsze znajdą się tacy, którzy dadzą się uwieść bądź oszukać” i to jest fakt. Ale stąd, że zawsze znajdą się tacy, którzy podle korzystają z prawa ustanowionego przez okupanta (po wkroczeniu sowietów zmienił się okupant), nikt przecież nie feruje ocen o całym narodzie. Gdyby nie napaść w 1939 roku, gdyby trwała wolna Polska, prawo obowiązujące w II RP po prostu nie dopuściłoby do tych wszystkich okropieństw, jakie wydarzyły się na jej terytorium. Od tego trzeba zacząć, gdy pojawiają się różne pretensje. Po 1945 roku, Niezłomni, póki jeszcze żyli, walczyli do późnych lat czterdziestych a nawet i dłużej. Wszyscy to wiemy.
    Tyle że książka Stasiuka niema z tym wszystkim nic wspólnego. Sprowadzanie sensu literatury wyłącznie do kontekstu społeczno-politycznego to „komuna”, która siedzi jeszcze w wielu umysłach. Niestety!
    Skądinąd cieszy mnie, że na forum tego portalu można podjąć poważną dyskusję.
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Pin It on Pinterest