redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Urszula Haluch: Bezwładność

Panika
Przerażenie
Strach
Milion ogarniających mnie uczuć. Kakofonia emocji. Chaos myśli. Połączenie moich dwóch największych lęków. Akrofobii i braku kontroli. Spadam.

Sen

Lecę w dół. Szybko. Nie mogę w żaden sposób tego zatrzymać. Próbuję stawiać opór, ale jestem bezsilna. Nie mam żadnego wpływu na to, co się ze mną dzieję. Nie mogę się ruszyć, nie mogę mówić, nie mogę myśleć. Chcę krzyczeć, ale z moich ust wydobywa się tylko cichy jęk. Mogłabym poddać się temu, lecz nie chcę. Chcę walczyć, lecz nie mogę. Pragnę to przerwać, lecz to niemożliwe. Czuję ogarniającą mnie potrzebę buntu, sprzeciwu. Lecz tylko bezwiednie spadam w dół. Przecinam powietrze ze świstem. Jest zimno. Chciałabym skupić swoje myśli na lodowatym powietrzu dotykającym mojej skóry, ale nie potrafię. W głowie mam chaos. Milion myśli, lecz żadnej konkretnej, precyzyjnej, wyróżniającej się spośród innych. Wszystkie zlewają się w jedno. Nie umiem ich od siebie oddzielić. Wszystkie są pozbawione ładu i logiki. Każda z nich sprowadza się do jednego martwego punktu. Do tego, że spadam. I cokolwiek nie zrobię, nie potrafię przestać. Nie mogę się zatrzymać. Lecę wciąż w dół i w dół. Z przerażającą szybkością. Nie wiem, co jest na dole. Mogę się tylko domyślać. Lecz gdy tylko próbuję sobie to wyobrazić, mam najgorsze przeczucia. Obrazy tego, co znajduję się na dole, przerażają mnie tak bardzo, że zamykam oczy. Powieki bolą mnie od zbyt mocnego zaciskania. Nie czuję już dłoni. Mimo, że wbijam w nie paznokcie z niewyobrażalna siłą, nie odczuwam już bólu. Jest zbyt nieważny, zbyt błahy. Zostawiłam go w chwili, gdy zdałam sobie sprawę z tego, co zdarzy się za chwilę. Za parę minut lub za parę sekund, ponieważ nie wiem, jak długo będę jeszcze spadała. Ale wiem, że wszystko kiedyś się kończy, a ja nie mogę spadać wiecznie. Wiem też, że nic ani nikt nie może mnie teraz uratować, nawet ja sama. Boję się, tak bardzo się boję. Myślę, że to mój koniec.
Koniec
Koniec
Koniec

Podnoszę gwałtownie głowę, rozcinając spokojne powietrze krzykiem przypominającym ostrą brzytwę. Dyszę. Oddech mam szybki, płytki, urywany. Serce biję mi w przyśpieszonym rytmie. Mam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Rozglądam się wokół siebie w akcie paniki. Ale jestem w tym samym miejscu, w którym budzę się co rano. Te same meble, ten sam widok z okna, te same ubrania, które ze zmęczenia zrzuciłam z siebie i zostawiłam na podłodze. To był tylko sen. Koszmar. Boli mnie całe ciało, każdy mięsień i każdy centymetr kwadratowy skóry, a gardło mam zdarte od bezgłośnego krzyku. Wstaje, idę do kuchni i nalewam sobie wody do szklanki. Ostrożnie piję, jakby ta prosta czynność mogła mnie zabić. Zimna woda działa drażniąco, lecz jednocześnie kojąco. Powoli dochodzę do siebie. Mój oddech się uspokaja, serce powraca do swojego normalnego rytmu. Bum, bum. Bum, bum. Wsłuchuję się w ten dźwięk, słysząc go lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Odsuwam od siebie wszystkie myśli. Skupiam się tylko na tym miarowym biciu. Bum, bum. Bum, bum. Mija kolejna chwila, aż jestem w stanie ułożyć myśli. To nie działo się naprawdę. To był tylko kolejny koszmar. Kolejny koszmar, którego nie potrafiłam zatrzymać. Zresztą czy to coś nowego? Czuję, że nie mam wpływu na swoje życie. Że to nie ja podejmuję decyzje. Pewnego dnia obudzę się w jakimś miejscu, w którym nigdy nie chciałam być, a ja nie będę miała na to wpływu. Będę wiedziała, że to moja wina, bo nie stawiałam oporu. I choć chcę się buntować, i odzyskać kontrolę, jestem tak bezsilna, jak w moim śnie. Marzę o tym, ale jestem zbyt słaba, by zrealizować swoje marzenie.

Wychodzę z mieszkania. Wspomnienia nocy zostawiam za sobą i ruszam przed siebie, jakby nic się nie stało. Jakbym przed chwilą nie przeżyła swojego największego koszmaru, który wraca do mnie co jakiś czas. Czasem myślę, że odszedł na zawsze i cieszę się z tego, że już nigdy więcej nie będę się przez niego bała. Lecz on tylko czyha ukryty w cieniu mojego umysłu. I pojawia się wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewam. Piorunuje mnie uczuciami, jakie mnie ogarniają, gdy go doświadczam. Przypomina o sobie w najmniej właściwych momentach mojego życia, w czasach największego spokoju. I wtedy wiem, że już nigdy mnie nie opuści. Że będzie mi towarzyszył aż do dnia mojej śmierci, kiedy pożegnam się z tym światem i wszystkim, co znałam. Jest jak najwierniejszy przyjaciel, który nigdy mnie nie opuści. Ale ja nie potrafię się z nim zaprzyjaźnić.

Idę pomiędzy ludźmi, a raczej z nimi. Podążam przed siebie wraz z wieloma innymi osobami. Wszyscy idą w tę samą stronę, a ja wraz z nimi. Nie zastanawiam się nad tym, dlaczego nie odwrócę się i nie ruszę w przeciwna stronę. Idę dalej. Z tłumem, z prądem.

Bez sprzeciwu
Bez buntu
Bezwładnie

Urszula Haluch

Opowiadanie Urszuli Haluch Bezwładność otrzymał I nagrodę w XV Krośnieńskim Konkursie Literackim 2014 w kategorii prozy uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

Podobne wpisy

Skomentuj

Pin It on Pinterest