redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Mariusz Pacion: Canto znaczy śpiewać

I tak, i nie. Ktoś mógłby przecież powiedzieć, że śpiew niekoniecznie tym samym jest co śpiewanie i że autor duby smalone plecie. Być może znalazłby się również obrońca samotnej formy fleksyjnej – ten rzekłby: zapewne facet właśnie podśpiewuje sobie przy goleniu, tudzież zależnie od pory dnia – przy golonce. Szanowni adwersarze mieliby oczywiście rację, tyle że szelmostwo mej językowej niepoprawności akurat tutaj, w Gorlicach, można, nie mącąc spokoju sumienia, usprawiedliwić.

muzyka nutyJest piątkowe popołudnie, styczeń A.D. 2015. Jesienna, słotna aura tej zimy napełnia wyjątkową niechęcią do opuszczania domu, a jednak sam nie wiem, jakim cudem znalazłem się na parkingu pod adresem Michalusa 4. Budynek GCK sprawia wrażenie opuszczonego, przez chwilę jeszcze się waham, w końcu jednak odnajduję właściwe skrzydło drzwi i wchodzę. W głębi obszernego holu dostrzegam szerokie schody, zanim doprowadzą mnie do celu, po raz kolejny umysł odtworzy treść komunikatu przeczytanego gdzieś na stronie portalu informacyjnego:

Chór Kameralny „Belfersingers” oraz Gorlickie Centrum Kultury zapraszają do wspólnej realizacji projektu chóralnego „CANTO”. Pierwszym celem projektu jest przygotowanie i wykonanie utworu włoskiego kompozytora Lorenzo Perosi (1872-1956) Missa Secunda Pontificalis (Druga Msza Pontyfikalna). Projekt prowadził będzie Guglielmo Callegari. Do udziału w projekcie zapraszamy wszystkich chętnych: młodzież od lat 16 i dorosłych. Nie jest wymagana umiejętność czytania nut, jedynie chęć przeżycia radości ze wspólnego śpiewania pod kierunkiem wybitnego tenora.

Dźwięki intensywnieją i zmysł słuchu podpowiada mi, że jestem na miejscu. W tym momencie staję w drzwiach jasnego, wypełnionego ludźmi pomieszczenia i moja paskudnie sceptyczna natura doznaje prawdziwego szoku, bo oto widzę, że przy pianinie siedzi najprawdziwszy Włoch. Italiano jak się patrzy.

Wysoki, postawny brunet zauważa moje przybycie, przyzywa mnie gestem i po chwili jestem już zaklasyfikowany jako tenor.
Choć Guglielmo całkiem sprawnie komunikuje się z nami po polsku, w sprawach bardziej skomplikowanych okaże się nieodzowna pomoc jego żony Anny.

Włoch intonuje rozśpiewkę – mille voci mio Dio, jego głos jest potężny i dźwięczny, łamaną polszczyzną instruuje nas, objaśnia podstawy techniki wokalnej – nie boj sie spiewać – mówi z uśmiechem – spiewaj do tyłuplusz energia, już niebawem te powiedzenia staną się bardzo popularne.

Zabieramy się za mszę, chór niepewnie rozczytuje nuty, i w tym momencie robię koguta – dźwięk okazuje się za wysoki, uciekam z tonacji gdzieś w okolicę babcinego kurnika – Guglielmo wyciąga szyję i wydaje z siebie parodię mojego popisu – spiewaj do tyłu – wybuchamy śmiechem.

Większość uczestników projektu to Belfersingers, gorlicki chór kameralny, sporą grupę stanowią też chórzyści z pobliskiej Kobylanki, całości zaś dopełniają wolni strzelcy, osoby z Grybowa i z okolic. Staszek, manager Belfersów zaprasza mnie do współpracy. Niebawem dołączy też kilka innych osób.

Belfersingersi są zgraną paczką, aż chce się przebywać wśród tych otwartych, serdecznych, wesołych i rozśpiewanych wariatów. Sami tak siebie nazywają Ci nieotrząśnięci z marzeń, bogaci radością wspólnego muzykowania i wspólnej biesiady. Gdzie jeszcze ludzie potrafią tak pięknie spędzać czas?

Próby dobiegają końca. Pierwszy koncert zaplanowano w wielkanocny poniedziałek w Rzeszowie, a my nadal nie jesteśmy gotowi. Guglielmo jednak to dynamit, ma się wrażenie, że niczym heros prawdziwy sam jeden zdolny byłby obdzielić ciżbę ubogą w stosowną do zamierzenia amunicję talentu, wyrazu i mocy.

W tłusty czwartek przywiózł nam chrust własnego wypieku. Był z kakao i z cynamonem – smakował bosko i Guglielmo ostatecznie podbił tym nasze serca. Druga kulinarna niespodzianka czekała w Rzeszowie. Wspaniałe, wielkie jak pizza, puszyste drożdżowe buły. Piekli je z Anką chyba całą noc, dość rzec, że smakowały niebiańsko.

Premiera mszy została uznana za udaną i pomimo pewnych, jak wszyscy przyznaliśmy, nieuniknionych potknięć do Gorlic wracał wesoły autobus. Niechaj czytelnik sam wykoncypować sobie raczy, co traci się nie będąc członkiem tak zacnej kompanii.

Podobne wpisy

Skomentuj

Pin It on Pinterest