redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Jakub Zajdel: Prawo kontra rzeczywistość. Ustawa o zdrowej żywności w szkołach

Od dnia 1 września zaczęło funkcjonować rozporządzenie o zdrowej żywności na terenach przedszkoli, szkół podstawowych, szkół gimnazjalnych oraz innych zakładów i placówek oświatowo-wychowawczych oraz opiekuńczo-wychowawczych na terenie Polski.

czekoladaUstawa określa warunki, jakie musi spełniać żywność sprzedawana dzieciom i młodzieży w sklepikach szkolnych oraz żywność podawana uczniom w szkolnych stołówkach. Oznacza to bardzo duże ograniczenia, które szkolni sklepikarze muszą spełnić, chcąc prowadzić swój biznes.

Ustawa wywołuje olbrzymie emocje wśród uczniów, rodziców, nauczycieli, a przede wszystkim wśród sklepikarzy, którym rządzący mocno ograniczyli możliwość zarobku i utrzymania się. Rozporządzenie wywraca „szkolny świat” do góry nogami, niosąc tym samym korzyści, ale i duże zagrożenia, o których nie można zapominać.

Pełnoziarniste pieczywo to twój przyjaciel

Polski naród tyje na potęgę i to nie są zmyślone historyjki, lecz fakty. W naszym kraju już 64% mężczyzn posiada wskaźnik BMI powyżej 25, co oznacza po prostu nadwagę. W takiej sytuacji jest już ok. 49% polskich kobiet. Co z tego wynika? Na dorosłych patrzą się dzieci, które… też tyją równomiernie z dorosłą częścią społeczeństwa. Obecnie nadmierna ilość ciała występuje u 25% polskich uczniów, a w latach 70. notowano ją u mniej niż 10% dzieci. Jakie są wnioski? Uczniowie przybierają na wadze i jest to poważny problem, z którym trzeba walczyć.

Ustawa, która podejmowała temat zdrowego żywienia w szkołach, w założeniu była dobrym, a nawet świetnym pomysłem. Jednak, jak to w Polsce bywa, trzeba było coś zepsuć.

Na pewno na pochwałę zasługuje pomysł o wprowadzenia pełnoziarnistego pieczywa, zakazie sprzedaży posiłków typu fast-food oraz „kolorowych wód do picia”. Te rzeczy, chociaż się do nich przyzwyczailiśmy i je lubiliśmy, to jednak krzywdziły nas, a my nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawę. O sensie zakazu pozostałych produktów można by długo się zastanawiać.

Jabłuszkiem ust nie zatkasz

Organizm człowieka nie jest maszyną, którą można zaprogramować na dany rodzaj paliwa. Organizm człowiek jest rzeczą bardzo indywidualną i każdego nowego dnia pracuje inaczej. Czasami potrzeba nam witamin zawartych w owocach, a czasami cukru zawartego np. w batoniku. I tu pojawia się problem – co, jeśli będziemy mieli taką potrzebę w szkole? Wtedy nic nie poradzimy, batonika przecież w szkole nie kupimy.

Identyczna sytuacja jest z ukochanym przez większość z nas napojem pobudzającym, czyli kawą, która również została wycofana ze szkół w nastroju smutku i niedowierzania. Wprowadzenie zdrowej żywności wiąże się również ze wzrostem cen w sklepikach.

Paradoksalnie ustawa, która miała chronić młode organizmy Polaków, naraża je na niebezpieczeństwo.

Ilu z nas jest świadkami wychodzenia uczniów podczas dłuższych przerw do sklepów znajdujących się w pobliżu szkoły? Uczniowie, którzy śpieszą się, żeby jak najszybciej wrócić do szkoły i zdążyć na kolejne zajęcia, są po prostu nieuważni. W większości nie przestrzegają zasad ruchu drogowego, przechodząc przez ulicę.

Najgorsza sytuacja występuje wokół szkół podstawowych oraz gimnazjów, skąd dzieciaki wybiegają, nie patrząc co się dzieje wokół, tylko pędzą do najbliższego „raju z czipsami”. Warto zauważyć, że półki szkolnych sklepików świecą pustkami, ponieważ nie ma na rynku odpowiednich produktów, którymi można by było zastąpić te wycofane.

Czy mają nas za grubych idiotów?!

Trudno nie czuć zażenowania, kiedy licealistów zrównuje się z dziećmi z podstawówki, które wydają wszystkie swoje pieniądze na chrupki, cukierki i czekoladki. Czy nasi parlamentarzyści naprawdę myślą, że uczniowie szkół średnich myślą tylko o tym, żeby przyjść do szkoły i roztrwonić wszystkie swoje oszczędności na cukierki? Czy rządzący mają nas za niespełna rozumu ludzi, którzy myślą tylko o tym, by jak najwięcej się najeść?

Ograniczenia powinny być wprowadzone w szkołach podstawowych i gimnazjach, gdzie młodzież faktycznie nie myśli jeszcze zbyt rozsądnie, ale na pewno nie w szkołach średnich.

Część z nas może już iść na wybory i decydować o losach naszego państwa, a nie może zdecydować, czy kupi sobie batonika czy nie.

Można dojść do wniosku, że być może „wybrańcy narodu”, którzy obradują przy ulicy Wiejskiej w Warszawie nad tymi „innowacyjnymi” projektami, chcieli nam wszystkim urządzić „żywą lekcję historii” i pokazać, jak wyglądały słynne puste półki za czasów PRL-u.

Jakub Zajdel

Źródło: „Rentgen Kromera”, nr 1(7)/2015

Podobne wpisy

Pin It on Pinterest