redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Nowożytna iluzja i słynni iluzjoniści

Można w zasadzie powiedzieć, że iluzja jest stara jak świat. Istnieją dowody na to, że tę dziedzinę sztuki estradowej uprawiano już w starożytności, choć to dopiero w XIX wieku zyskała sobie uznanie elit. Wtedy to Jean Eugène Robert-Houdin nadał iluzji nowoczesnego charakteru, doskonaląc tradycyjne w tamtym czasie sztuczki uliczne i przenosząc je na salony. Od niego zresztą każdy przegląd najsłynniejszych iluzjonistów wypada zacząć.

Zdjęcie pochodzi ze strony: www.marcinmuszynski.com

Zdjęcie pochodzi ze strony: www.marcinmuszynski.com

Działalność Houdina jest bowiem niczym fundament dla wszystkiego, co dziś może kojarzyć nam się z iluzją. To on, jako pierwszy, dostrzegł potencjał, jaki magikowi mogą przynieść odkrycia na polu nauki i techniki. To właśnie Houdin upowszechnił i wprowadził do iluzji urządzenia mechaniczne, czego przejawem były choćby eksperymenty z elektromagnetyzmem i sztuczka z lekką i ciężką skrzynią. Wykorzystywał w niej małe, drewniane pudło, które w czasie pokazów ktoś – najlepiej dziecko – podnosił. Potem prosił na scenę dorosłego. Oczywiście, pierwszy uczestnik pokazu podnosił przedmiot, ale dzięki prawom fizyki i odrobinie inwencji drugi widz nie miał na to najmniejszych szans.

Nowością w wypadku Houdina było również jego podejście, zgodnie z którym każda kolejna sztuczka powinna prowadzić do kolejnej, wywołując u publiczności coraz większe napięcie i efekt zaskoczenia. Tytuł „ojca nowożytnej magii” zawdzięcza wreszcie temu, że uprawiał on magię nie na ulicy, ale prywatnie – dla bogatych mieszczan i arystokracji – oraz w teatrze. Założył nawet własną scenę w Paryżu i dość szybko zdobył olbrzymią popularność. Jego sława była tak wielka, że kiedy Houdin musiał w 1848 roku przenieść się do Anglii ze względu na rewolucję we Francji (w jej wyniku proklamowano II Republikę), poproszono go o występ przed brytyjską królową Wiktorią.

Jak na ironię Robert-Houdin po swym pierwszym przedstawieniu był bliski załamania i zamierzał nawet zamknąć interes. Wszystko przez zbyt dużą tremę. Gdyby nie uwaga przyjaciela, że cały ten teatr faktycznie nie był najmądrzejszy, być może artysta nie znalazłby w sobie odwagi, ani motywacji do dalszej działalności. Nigdy nie odniósłby sukcesów, a jego triki nie stałyby się „klasykami”. Na tym przykładzie widać jednak, jak ważne w tym zawodzie są upór i determinacja.

Cechy te na pewno posiadał także inny artysta, mistrz ucieczek, słynny Harry Houdini. Ten Węgier z pochodzenia swój sceniczny pseudonim przybrał właśnie na cześć francuskiego mistrza. Wyspecjalizował się głównie w sztuce uwalniania się z łańcuchów, kajdan czy kaftanów bezpieczeństwa, czemu często towarzyszyły utrudnienia. Przykładowo w sztuczce z „wodną komorą chińskich tortur” zamykano go w pozycji do góry nogami w zalanej wodą skrzyni ze stali i szkła. Houdini bawił widzów także innymi trikami. Zaczynał od sztuczek karcianych, ale zdarzyło mu się też sprawić, że słoń wraz z treserem zniknęli ze sceny. Znamienne w tym wszystkim jest także to, iż w pewnym momencie życia Houdini poświęcił się demaskowaniu spirytystów. Odbrązowił również pomnikową postać Roberta-Houdina, poświęcając mu książkę, w której udowadniał, że część zasług francuski iluzjonista niesłusznie sobie przypisywał.

Tego rodzaju działalność i demaskowanie szarlatanów nie jest wcale wśród iluzjonistów czymś niespotykanym. Choć sekrety własnego fachu trzymają w tajemnicy, zdarza im się obnażać oszustwa innych. Derren Brown, zajmujący się psychomanipulacją, pokazywał np. jak łatwo przekonać ludzi, że jest mesjaszem, medium, ekspertem New Age. Uzmysławiał nam w ten sposób wady ludzkiej psychiki, która często sprawia, że wierzymy w to, w co chcielibyśmy wierzyć, a nie w to, co jest prawdą. Podobnie do sprawy podchodzili Penn & Teller.

Mówiąc o iluzjonistach i rozwoju iluzji, trzeba koniecznie wskazać także Davida Copperfielda. Artysta ten stał się prawdziwym symbolem nurtu niezwykle spektakularnych pokazów. Iluzja w drugiej połowie XX wieku przeniosła się bowiem z teatrów i wodewilów na srebrny ekran. W spektaklach zaczęły uczestniczyć nie kameralne grupy widzów, ale masowa publiczność. Magicy szukali przez to coraz większych i coraz bardziej zapierających dech w piersiach trików. Copperfield ze swoim zniknięciem Statuy Wolności, Boeinga, lewitację nad Wielkim Kanionem czy przeniknięciem przez Wielki Mur Chiński, idealnie wpasował się w ten trend. Nie był oczywiście jedynym wykonawcą wielkiej iluzji – P.C. Sorcar junior sprawił na przykład, że na dwie minuty zniknęło Mauzoleum Tadź Mahal. Trzeba też dodać, że nowoczesna iluzja to nie tylko wykorzystanie najnowszych osiągnięć techniki i umiejętności zwodzenia ludzkiego umysłu, ale także kaskaderskie popisy. Tu przykładem może być Criss Angel, Amerykanin greckiego pochodzenia, który nie tylko dał się przeciąć na pół, ale także chodził po ścianach, lewitował czy spacerował po wodzie. Podobnie jest w przypadku Davida Blaine’a. Zdarzyło mu się zeskoczyć z ogromnego żyroskopu, obracającego się z prędkością ośmiu obrotów na minutę, a to nie jedyne jego ekstremalne dokonanie. Innym razem spędził 64 godziny uwięziony w lodowym bloku.

Nie oznacza to wcale, że mniejsza iluzja uliczna całkiem zniknęła. Wręcz przeciwnie. Wielu artystów nadal kultywuje ten rodzaj występów, wprawiając w zdumienie przypadkowych przechodniów. Cyril Takayama, jeden z najzdolniejszych japońskich magików, jest znany z występów na ulicach miast. Zdarzało się to też Blaine’owi i wielu innym performerom. Nazwisk i osób wartych uwagi jest jednak dużo więcej. Pasjonatom można tu wskazać choćby Dai Vernona, Freda Kapsa, Lennarta Greena, Harry’ego Blackstone’a, Douga Henninga, Uri Gellera, Siegfrieda Fischbachera i Roya Horna, Stevena Frayne’a (czyli Dynamo), Paula Danielsa, Lance’a Burtona, Ricky Jaya, Marka Wilsona. Każdy z nich potrafił znaleźć sobie niszę, którą opanował do perfekcji. W efekcie zyskali rozpoznawalność i popularność.

A polscy iluzjoniści? Też istnieli. Polska też ma kim się pochwalić, choć z wiadomych względów nasi sztukmistrze nie są równie znani co Copperfield czy Blaine. Nie ujmuje to jednak w niczym ich talentom i fantazji. Choćby Tomasz Chełmiński, zmarły w 2006 roku, który jeszcze w latach 60 XX wieku stworzył jako Salvano swój własny teatr iluzji, zdobył sławę nie tylko w Polsce. Innym przykładem może być Maciej Pol, iluzjonista z Łęczycy, który występował na scenach w europejskich stolicach oraz w telewizji. Czołowym polskim iluzjonistą jest także Arsène Lupin, czyli Sławomir Piestrzeniewicz, dwukrotny zdobywca tytułu wicemistrza świata sztuki iluzji w kategorii manipulacja. Na pewno należy także wymienić Marcina Muszyńskiego, który w popularnym show „Mam Talent!” dotarł do ścisłego finału czwartego sezonu programu, a to przecież nie wszyscy liczący się artyści z naszego podwórka. I chociaż sztuka ta nie cieszy się u nas równie dużym uznaniem co na zachodzie, to i u nas iluzjoniści potrafią dokonywać cudów.

  1. kigam Odpowiedz

    Z Panem Muszyńskim to jakąś kpina.
    Osobie piszącej ten artykuł doradzam, aby przed pisaniem czegokolwiek o iluzji i jej przedstawicielach najpierw zapoznała się z jej historią!

    http://kki.org.pl/index.php?jezyk=pl&dzial_01=iluzjonisci&dzial_02=iluzjonisci_wstep

Skomentuj

Pin It on Pinterest