redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Blog od kuchni. Wywiad z popularnym blogerem – Kacprem Ożogiem

„Irytujesz się, że kolejny raz się namęczyłeś, a ludzie mają to gdzieś. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że w końcu i tak zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie wina ludzi. To TY napisałeś kolejny słaby tekst. ” – mówi Kacper Ożóg – autor popularnego bloga Anonimove. Czy naprawdę, aby odnieść sukces wystarczy sama pasja i zapał?

Kacper Ożóg – bloger z Krakowa

Weronika Pyzik: Co było pierwszym impulsem do założenia bloga? Kiedy się na to zdecydowałeś?

Kacper Ożóg: 20 sierpnia 2013 – dzień koncertu Rogera Watersa w Warszawie. Zawsze byłem przywiązany do symboli i zwyczajnie uznałem, że to dobry dzień, by zacząć. A jeśli chodzi o ten „implus”, to chyba nie było niczego konkretnego. Po prostu od zawsze lubiłem pisać i dzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Plus wiedziałem, że laski na to lecą.

Mój pierwszy blog założony został tak naprawdę 7 lipca 2009 roku. To były wakacje po szóstej podstawówki. Nie wiem po co, nie wiem dlaczego, ale gdyby nie tamto wydarzenie, to dzisiaj by mnie tu nie było. Zwyczajnie od tamtej pory dzień w dzień klepałem teksty.

WP: Pamiętasz o czym była Twoja pierwsza notka?

KO: Pierwsza notka? Hmm… tradycyjnie „cześć, ja nazywam się Kacper i witam was na moim blogu” Nie do końca. Ale większość blogerów robi takie gówniane wpisy na początku. Ja wyskrobałem coś bardziej poetyckiego. Był to taki dosyć niejednoznaczny tekst dotyczący przemijania i tego, że ludzie dużo mówią o tym, że chcieliby zmienić swoje życie, a tak naprawdę nic z tego nie wynika. Nawiązałem wtedy do kawałku „Time” Floydów.

WP: Początki zawsze są trudne, jak wyglądał Twój?

KO: Hmm… wiesz, tak naprawdę to do października zeszłego roku nikt mnie nie czytał. Oprócz mamy i paru znajomych. Miałem może 600 lajków na fanpage’u, a blog astronomiczną liczbę 500 unikalnych czytelników każdego miesiąca. Nie mówię, że teraz jest ich jakoś zajebiście dużo (bo ok. 30 tysięcy miesięcznie), ale to ogromny skok. Później jednak zacząłem pisać o seksie. Sama rozumiesz. Wyszło to właściwie od tego, że dostrzegłem jak mało seksowna jest blogosfera. Chciałem być tym rebel dzieciakiem, który ma w dupie konwenanse, utrzymywanie świetnych stosunków z resztą blogerów i idzie swoją ścieżką. No i pojawiły się relacje damsko męskie. Dodatkowo zawsze lubiłem ostry styl pisania. Myślę, że jak dodasz do tego trochę charyzmy oraz lekkie pióro, to ludzie Cię pokochają. U mnie się to chyba udało.

WP: Haha, no tak! A jak ten blog jest odbierany przez Twoją Mamę? Czy ma jakiekolwiek „ale” co do notek? 

KO: Nie, mam bardzo rockową mamę. Zajebista babka. Rozumiemy się bez słów, a ona sama jest bardzo dumna z tego, co robię. Nigdy jej nie przeszkadzała treść moich wpisów i zawsze miała gdzieś to, „co ludzie mogą powiedzieć?”

WP: Miałeś chwile zwątpienia, kiedy myślałeś, że to jednak nie dla Ciebie?

KO: Pewnie. Zawsze, gdy widzisz u siebie na blogu przestój, gdy piąty tekst z rzędu „nie zaskoczył”, to podejście Ci się zmienia. Irytujesz się, że kolejny raz się namęczyłeś, a ludzie mają to w gdzieś. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że w końcu i tak zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie wina ludzi. To TY napisałeś kolejny słaby tekst. I tutaj są dwa wyjścia – albo zepniesz tyłek i zaczniesz lepiej pisać, albo będziesz dalej się pogrążał. Teraz jednak już nie narzekam na żadne spadki czytelnictwa, a nawet jeśli jakieś się pojawią, to mam je gdzieś. W pisaniu potrzebny jest Ci luz. W innym wypadku ludzie poczują, że coś jest nie tak.

WP: Skąd czerpiesz pomysły na nowe teksty?

KO: Same przychodzą. Czasami muszę je trochę zachęcić zapachem whisky, ale generalnie one po prostu się pojawiają.

WP: A co z propozycjami czytelników? Pojawiają sie, jaką zwracasz na nie uwagę?

KO: Parę razy zdarzyło mi się napisać jakiś tekst, bo czytelnicy podsunęli mi temat. Zwykle jednak wszystkie pomysły są moje. Z prostego względu – razem z pomysłem przychodzi mi też cała idea tekstu. Sam temat to za mało. Muszę wiedzieć jak go ugryźć i jeśli sam wpadam na jakiś pomysł, to zwykle już to od razu wiem.

WP: Masz kogoś, kogo uznajesz za wzorzec dla siebie i kto bezpośrednio wpływa na Twoją twórczość?

KO: Jest masa takich osób. Nie potrafię wskazać konkretnej. Na pewno ci wszyscy pisarze, których książki co jakiś czas połykam.

WP: Jaki wpływ na Twoje życie ma to, że piszesz? Spotykasz się z sytuacjami, że kompletnie obcy ludzie rozpoznają Cię na ulicy?

KO: Raz na jakiś czas. I do dzisiaj nie wiem jak się wtedy zachować.

WP: Sam napisałeś, że jesteś „opiniotwórczy”. Jak się czujesz z tym, że w oparciu o Twoje posty ludzie podejmują niekiedy ważne dla nich decyzje?

KO: Wiesz, nienawidzę tego określenia. Tak samo jak nienawidzę określenia „wpływowy bloger”. Denerwuje mnie to, bo jest strasznie narcystyczne. I choć czasami sprawiam wrażenie właśnie kogoś takiego, to wydaje mi się, że bycie opiniotwórczym i wpływowym w odniesieniu do blogosfery jest zwyczajnie śmieszne. Blogerzy krzyczą i szczekają, że są ważni, a tak naprawdę niewiele mogą. YouTuberzy prześcignęli ich w ciągu chwili. Prosty przykład – ReZi jakiś czas temu zebrał parędziesiąt tysięcy na jeden z domów dziecka. Znajdź mi blogera, który zrobi to samo. Ba – ja jestem pewien, że nawet i 10 najbardziej „wpływowych” nie osiągnie takiego wyniku. Tym nie mniej nie twierdzę, że rzeczywiście niektórzy z nas nie są opiniotwórczy. Owszem, jesteśmy. Ludzie nas czytają i zmieniają swoje podejście do niektórych spraw. Zwyczajnie jednak nadużywamy tego określenia i to z perspektywy trzeciej osoby wygląda komicznie. A odnośnie tego „jak ja czuję się z tym, że ktoś podejmuje decyzje w oparciu o moje teksty?”. Cóż, z jednej strony mnie to cieszy, bo to oznacza, że ludzie liczą się z moim zdaniem, a z drugiej napawa jednak pewną dozą niepewności. W końcu, mam tylko 19 lat. Nie jestem nieomylny i mogę od czasu do czasu napisać coś głupiego, nawet jeśli mnie samemu wydaje się, że powinienem dostać za to Pulitzera.

WP: Czy w związku z tym, nie chciałbyś poszerzyć swojej działalności? Zaistnieć w telewizji, na YouTubie czy gdziekolwiek, gdzie mógłbyś zwiększyć swój wpływ na innych?

KO: Próbowałem YouTube’a. Nie spodobało mi się. Kiedyś zazdrościłem innym tego, że na YouTubie nawet słabego sortu treścią są w stanie zdobyć setki tysięcy widzów. Dzisiaj jednak wiem, że to nie dla mnie. Nie chcę się babrać w tym. Lubię pisać i na tym niech pozostanie. Aktualnie zajmuję się YouTubem bardziej od kuchni, bo jara mnie organizowanie pewnych rzeczy. Ale o tym opowiem na dniach u siebie na blogu. Zresztą Ci, którzy śledzą mojego snapchata, mogli jakiś czas temu zobaczyć pewien tajemniczy hashtag. On jest kluczem do tego czym właśnie się zajmuję, a o czym niedługo dam swoim czytelnikom znać. Co do innych rzeczy – cóż, może kiedyś uda mi się z książkami

WP: Dziękuję za udzielenie odpowiedzi. Na koniec życzę kolejnych sukcesów oraz wielu nowych czytelników.

Podobne wpisy

Skomentuj

Pin It on Pinterest