redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Licealiści ofiarami syndromu grupowego myślenia?

Lubię rozmawiać z moimi rówieśnikami. To naturalne, że chcę wiedzieć o innych jak najwięcej i nie jestem jedyny. W związku z tym zauważyłem, że jedną z najczęściej przypisywanych sobie cech jest indywidualizm. Czy na pewno jest to tak częsta cecha? A może po prostu mało o sobie wiemy?

mlodziRaczej konformiści?

Szkoła uczy pracy w grupie. Jest to o tyle ważne, że w dzisiejszych czasach ciężko o pracę, w której uniknęlibyśmy konieczności współpracy z innymi ludźmi. Jednocześnie kładzie się nacisk na pracę samodzielną, bycie niezależnym. Tymczasem nie każdy nastolatek czuje się gotowy, by stać się samowystarczalnym. Z pewnością nie pomaga w tym Internet, który wyręcza nas na każdym kroku. Ale po co się tym przejmować, skoro zawsze znajdą się ludzie, którzy będą lepsi i nam pomogą?

W tym właśnie tkwi zgubność grupowego myślenia – postrzegamy zespół jako nieomylny, wszechstronnie wykształcony i obeznany byt. Nie jest to, niestety, do końca zgodne z prawdą.

Znaczna większość ludzi myśli o działaniu zespołowym w podobny sposób, przez co wycofuje się i wtapia w tłum podczas np. burzy mózgów. Tak, mimo różnych talentów, zainteresowań i wiedzy dostosowujemy się do reszty. A przecież doskonale wiadomo, że grupa jest tak silna, jak silne jest jej najsłabsze ogniwo.

Zbyt zachowawczy?

Logika nakazuje myśleć, że dzięki różnorodności ludzi, większej liczby „mózgów” do pracy i twórczości, współpraca powinna owocować rzetelnymi wnioskami i mnóstwem pomysłów. Grupa wydaje się przecież lepsza w wydawaniu obiektywnych i trzeźwych opinii niż jednostka. Ale przypomnij sobie sytuację szkolną, podczas której nauczyciel zleca ci spisanie wniosków po konsultacji z kolegami z najbliższych ławek. Jak zazwyczaj wygląda taka praca? Z doświadczenia wiem, że wcale nie jest łatwiejsza niż samodzielna. Dzieje się tak, ponieważ grupie przede wszystkim zależy na uniknięciu sporów, zawiązaniu pozytywnych relacji, przez co poszczególne osoby będą bardziej ostrożne w wyrażaniu swojego zdania i będą wolały „ugryźć się w język” niż narazić zespołowi. Dlatego grupa wcale nie jest mądrzejsza niż należące do niej jednostki.

Nie tylko wady?

Żeby już tak nie narzekać, przytoczę kilka pozytywnych efektów grupowego myślenia. Przede wszystkim rozwijamy w ten sposób swoje poglądy, zmieniamy autorytety. Konfrontując własne przemyślenia z obcymi, mamy szansę je zweryfikować i ewentualnie zmienić, najczęściej na lepsze (jeśli przyjmiemy, że można podzielić poglądy na „dobre i lepsze”). Poza tym, nie oszukujmy się, może to podbudować nasze ego. Chyba wszyscy uwielbiamy, gdy cała grupa zgadza się z naszą opinią, przyklaskuje nam, korzysta z naszych rad, uważnie nas słucha.

A więc…?

Nie da się przeżyć życia samemu. Tak samo, nie z każdym problemem jesteśmy w stanie sobie poradzić. Toteż nie powinniśmy wykluczać możliwości pomocy ze strony innych ludzi. Zdarzają się rozterki, które trzeba skonsultować, usłyszeć zdanie osób, które widzą to z innej perspektywy. Należy jednak pamiętać, że nie jest to jedyny sposób pracy. Trzeba znać jego wady i wiedzieć, kiedy warto z niego skorzystać, a kiedy lepiej zaufać swojej intuicji. Jako licealiści musimy pamiętać zarówno o swoich możliwościach, jak i o sile, która tkwi w grupie i, jak głosił Arystoteles, znaleźć złoty środek.

Jakub Przybyło

Artykuł ukazał się w październikowym „Rentgenie Kromera” – nr 3(11)/2016

Podobne wpisy

  1. Aryskafander Odpowiedz

    Indywidualista jest równie rzadkim zjawiskiem jak intelektualista czy też człowiek kulturalny. Po prostu lubimy tak o sobie myśleć, w czym utwierdzają nas np. reklamy przekonujące, że jak kupimy pospolity i masowy produkt, to staniemy się… wyjątkowi :-)))

Skomentuj

Pin It on Pinterest