redakcja@terazgorlice.pl    600-605-588

Urodziła się, żeby zaraz umrzeć. Opowieść rodziców

Za zgodą „Gazety Krakowskiej” i na prośbę rodziny publikujemy wstrząsający artykuł Katarzyny Janiszewskiej o śmierci maleńkiej Karolinki, której rodzicami są mieszkańcy gminy Lipinki. Zdecydowali się oni nagłośnić tę bulwersującą sprawę, mając nadzieję, że prawda wyjdzie na jaw i uchroni innych przed podobną tragedią. 

Karolinka 1Karolinka urodziła się zdrowa i silna. Zmarła kilkanaście godzin później. Rodzice chcą wiedzieć: dlaczego ich dziecko? Czy nie dało się jej uratować? Są przekonani o winie gorlickiego szpitala. Zbada to prokuratura.

Od początku miała być Karolinka lub Karolek. Do  ósmego miesiąca maleństwo nie chciało się pokazać, więc nie wiedzieli, czy będzie chłopiec, czy dziewczynka. Ich niunia. Nie mogli się jej doczekać. Przez krótką chwilę mieli piękną, zdrową córeczkę. Dziś nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co się stało? Dlaczego mała Karolinka przestała oddychać? Dlaczego nagle zatrzymało się jej serduszko? Zawinił szpital, czyjeś niedopatrzenie, rutyna? Dlaczego karetka przyjechała dopiero po pięciu godzinach, z niesprawnym respiratorem?

Oto kwintesencja polskiego marazmu, nieudolności, zaniedbań, bezsilności, złego splotu okoliczności… trudno powiedzieć czego jeszcze, bo zawodziło wszystko i wszyscy po kolei.

14 listopada.

Magda: Ostatnia wizyta u mojej pani ginekolog. Wszystkie badania super, wzorcowe, dziecko idealnie zdrowe, ja też świetnie się czułam. Ponieważ dwie poprzednie ciąże zostały rozwiązane przez cesarskie cięcie, tym razem miało być tak samo. Termin zaplanowany od dawna. Byłam spokojna, bo wiedziałam, że to moja pani doktor przeprowadzi operację.

15 listopada.

Magda: O godz. 8 rano zostałam przyjęta na Oddział Patologii Ciąży gorlickiego szpitala. Zrobiono mi badania: krwi, USG, KTG. Wszystko w najlepszym porządku. Następnego dnia rano miałam mieć cesarkę jako pierwsza. Nie mogłam się doczekać, by mieć już córeczkę przy sobie, wziąć ją w ramiona. W nocy mocno kopała. Zresztą przez całą ciążę była bardzo ruchliwa, energiczna. Co chwilę mnie budziła. Mówiłam: co, już chcesz wyjść, przytulić się do mamusi?

16 listopada, godz. 9.

Magda: Podano mi znieczulenie, takie od pasa w dół. Cały czas byłam przytomna. Operacja przebiegała prawidłowo. Może tylko trochę dłużej niż poprzednie, bo moja pani doktor bardzo się starała, chciała zrobić wszystko jak najdokładniej.

Godz. 9.20.

Magda: Usłyszałam płacz córeczki. Musiała być bardzo silna, bo zaczęła płakać jeszcze zanim tak na dobre wyszła z mojego brzucha. Dostała 10 punktów w skali Apgar. Potuliłam ją, ucałowałam. Później wzięli mnie na salę pooperacyjną. Zapytałam pielęgniarkę, czy mogę mieć córeczkę przy sobie w nocy. Nie chciałam jej zostawiać samej. Odpowiedziała, że tak, nie ma problemu, przyniesie mi ją za parę godzin.

Mariusz: Zobaczyłem córeczkę. Była cudna! Śliczna, zdrowa, różowiutka. I taka drobniutka, miała zaledwie 50 centymetrów, niecałe trzy kilo wagi. Pamiętam jej bujną czuprynkę. Wziąłem ją na ręce, ucałowałem, poprzytulałem kilka minut. Na moment otwarła jedno oczko, lewe, i popatrzyła na mnie.

Godz. 11.

Magda: Mąż pojechał do domu po córeczki, ja w tym czasie miałam się przespać. Przyszła do mnie pielęgniarka po zgodę na szczepienie dzieciątka.

Godz. 12.

Magda: Na korytarzu zaczęło się zamieszanie, nerwowe bieganie. Ktoś coś mówił o jakiejś rurce, że nie taka, tylko inna. Wywnioskowałam, że muszą kogoś reanimować, ale nie wiedziałam, co się dzieje.

Godz. 13.

Magda: Zobaczyłam, że idzie do mnie ordynatorka. Poczułam niepokój.  Już po jej minie wyczułam, że coś jest nie w porządku. Powiedziała, że córeczka miała problemy z oddychaniem, że zatrzymało się jej serduszko… że była sina, gdy zauważono, że nie oddycha. Ale że przywrócili ją do życia, teraz jest podtrzymywana, i że zaraz przewiozą ją do Krakowa, tam będzie dalej diagnozowana, bo oni nie wiedzą, co się stało. Jeszcze wtedy nie spanikowałam tak bardzo. Byłam przekonana, że sytuacja jest opanowana, że teraz zajmą się nią specjaliści…

Godz. 13.20.

Mariusz: Żona zadzwoniła do mnie zdenerwowana. Mówiła, że coś jest nie tak, żebym natychmiast przyjeżdżał. Byłem w szpitalu po 10 minutach. Na oddziale panował popłoch. Słyszałem rozmowy o transporcie, że córeczka musi być przewieziona do Krakowa. Ale helikopter odpadał, bo nie jest przystosowany do przewożenia niemowląt. A ze zorganizowaniem karetki były problemy.

Córeczka była w  małym pomieszczeniu, ze szklaną ścianą. Stałem ramię w ramię z pielęgniarkami, patrzyłem, jak próbują ją ratować. Z jakichś powodów nie mogły uruchomić, czy wyregulować respiratora, więc wentylowały córeczkę ręcznie. Tlen podawały jej z balonika, co chwilę się zmieniały, bo słabły im ręce. Brzuszek dzieciątku podskakiwał, gdy wtłaczały mu powietrze…

Godz. 13.40.

Magda: Mąż przybiegł do mnie, powiedział, że jest bardzo źle, że stan krytyczny. Że córeczka została już ochrzczona. Zrobiło mi się słabo ze strachu…

Mariusz: Lekarka tylko załamywała ręce i powtarzała w kółko, że nie wie, co się dzieje, że takiego przypadku nie miała od 30 lat. Nastąpiła niewydolność oddechowo-krążeniowa, ale nikt nie wiedział, dlaczego tak się stało. Może się czymś zakrztusiła i nikt w porę nie zareagował? Córeczka została znaleziona cała sina. Musiało sporo trwać, zanim ktoś zauważył, że coś złego się stało.

Godz. 13.50.

Mariusz: Szpital cały czas próbował zorganizować transport. Ale okazało się, że jedna z dwóch krakowskich karetek przystosowanych do przewozu  niemowląt stoi zepsuta, a druga jest w trasie, na wysokości Rabki. Zanim wróci do Gorlic, minie kilka godzin. A tu każda minuta była bezcenna. W końcu wymyślili, że sprowadzą karetkę z Nowego Sącza. Goniłem jak szalony, od dziecka, do żony, od żony do dziecka. Pytała, co z maleństwem. Płakała, a ja ją uspokajałem. Dopiero co była operowana, bałem się o nią, żeby jej nic się nie stało. Mamy dwójkę dzieci, dla których musimy żyć.

Magda: Moja córeczka umierała, a ja leżałam na sali pooperacyjnej, nie mogłam się ruszać, nie mogłam do niej pobiec, pomóc, nic nie mogłam zrobić. Ta bezsilność była najgorsza. Mąż przychodził co chwilę i mówił mi co się dzieje. Gdybym wiedziała, że tak to się potoczy, zerwałabym się z łóżka i na rękach zaniosła ją do tego Krakowa.

Godz. 15.

Mariusz: Minęły trzy godziny od zatrzymania akcji serduszka, a karetki z Sącza nie było. Czekałem, nasłuchiwałem, podskakiwałem za każdym razem, gdy słyszałem syrenę. Że to już, że w końcu jest! Ale okazywało się, że to nie nasza karetka, tylko miejscowa, przywiozła kogoś z okolicy. Biegałem, krzyczałem, płakałem… Wydzwaniałem po rodzinie, prosiłem, żeby każdy się modlił… tyle modlitw. Nie zakładałem najgorszego.

Godz. 16.10.

Mariusz: W końcu karetka przyjechała. Dlaczego tak późno? Przecież decyzja o tym, że ma jechać zapadła już o godz. 14. 40 kilometrów dzielących Gorlice od Sącza można przejechać w pół godziny! A tu jeszcze pojawił się kolejny problem, bo ratownicy nie potrafili uruchomić respiratora. Pompy nie działały, powietrze z rurek nie chciało lecieć. Tłumaczyli, że jak wyjeżdżali ze szpitala, wszystko było sprawne. I nagle się zepsuło. Dobre 50 minut stracili na oddziale.

Godz. 17.

Mariusz: Po pięciu godzinach, odkąd wystąpiły u córeczki problemy z oddychaniem, karetka wyjechała z Gorlic. Ja w tym czasie od pół godziny byłem w drodze do Krakowa. Te dwa miasta dzieli tylko 130 kilometrów. W Prokocimiu nie było miejsca, córeczka miała być przewieziona na Ujastek.

Godz. 19.20.

Mariusz: Karetka z córeczką dotarła do krakowskiego szpitala. W chwili gdy dzieciątko było przekazywane przez załogę karetki, Karolince drugi raz zatrzymało się serduszko…

Godz. 21.

Magda: Mąż zadzwonił, że lekarze zdiagnozowali u dzieciątka zapalenie płuc. Uspokoiłam się trochę. Pomyślałam, że podadzą jej leki i wszystko będzie dobrze. Przecież Ujastek słynie z tego, że 1,5-kilogramowe wcześniaki wyprowadza na prostą. A moja córeczka urodziła się w terminie, zdrowa, silna. To czym jest dla takich specjalistów głupie zapalenie płuc?

Godz. 22.

Mariusz: Po raz trzeci reanimowano córeczkę. Lekarze stawali na głowie, by ją ratować. W Krakowie nie było bezładnej bieganiny, popłochu, braku zorganizowania. Wszystko było robione bardzo profesjonalnie.

Magda: Co pół godziny dzwoniłam do męża, by dowiedzieć się, co się dzieje. Cały czas ktoś był przy mnie. Kiedy akurat nie było rodziny, siedziała przy mnie położna i trzymała za rękę. Moja pani doktor płakała razem ze mną… Po wcześniejszych cesarkach przez dwa tygodnie nie mogłam się wyprostować. Teraz na drugi dzień po prostu wstałam, poszłam się umyć. Nie czułam bólu. Stres wszystko stępił.

Godz. 3.

Mariusz: W nocy przyszedł do mnie lekarz. Przedstawiał argumenty za i przeciw, ale jego zdaniem nie należało przedłużać cierpienia dziecka. Mówił, że on się nie podda, że będzie walczył do końca, ale w tym stanie, w jakim do nich dotarła, wymęczona, niedotleniona, prawie niemożliwe jest ją uratować. Nawet gdyby przeżyła, uszkodzenia mózgu były już nieodwracalne. Każdy chyba jednak liczy na cud…

Magda: Modliłam się. Cały czas nie odpuszczałam do siebie najgorszych myśli. Wierzyłam, że będzie dobrze. W pewnej chwili mąż powiedział: daję ci lekarza do telefonu… Już wiedziałam, że jest źle. Lekarz powiedział, że córeczka bardzo cierpi, że stan jest beznadziejny… i że powinniśmy podjąć decyzję o odłączeniu jej od respiratora. Nie byłabym w stanie tego zrobić.

Godz. 5.15.

Magda: Córeczka zdecydowała za nas. Po prostu sama przestała oddychać.

Mariusz: Zmarła mi na rękach. Czas stanął w jednej chwili. Nie wiem, jak długo siedziałem i tuliłem ją w ramionach, całowałem. Godzinę, dwie? Nie mogłem się z nią rozstać… Mówiłem do niej, nuciłem kołysanki. Nie mogę się z tym pogodzić. Nie wierzę, że była skazana na śmierć. To było… nie wiem… czyjeś zaniedbanie, nieuwaga, rutyna? Przecież gdyby coś było z dzieckiem nie tak, powinni to wykryć już wcześniej. Miałem zdrową, piękną córeczkę. Można ją było uratować!

17 listopada

Magda: Wszystko było przygotowane, łóżeczko, wózek, ubranka poprane, poprasowane… Mąż zabrał je i schował, zanim wróciłam do domu, żebym nie musiała na nie patrzeć. Mieliśmy życie jak w bajce: udane dzieci, niedawno się wprowadziliśmy do nowego domu, dobrze się nam układa w małżeństwie. Kiedyś mi się tak powiedziało: czy nie za dużo szczęścia naraz? Może właśnie za dużo…

Przez całą ciążę córeczki bardzo się mną opiekowały, tuliły się do mojego brzucha, całowały go, głaskały. Teraz młodsza tłumaczy sobie, że ma siostrzyczkę, tylko że ona jest aniołkiem. Maluje w szkole obrazki rodziny, a Karolinka fruwa gdzieś nad nami… Starsza modli się, chce, żeby Karolinka się jej przyśniła, że się razem bawią.

Dziewczynki pytają dlaczego? A ja sama sobie nie potrafię tego wytłumaczyć. Nie zawiniło żadne z nas, a mimo to tak się stało. W jednej chwili płaczę ze szczęścia, że mam piękną, zdrową córeczkę, że poród udany, jest takie uff, kamień z serca. Mąż rozsyła zdjęcia znajomym, wszyscy dzwonią z gratulacjami. A za chwilę nie mam dziecka. Nagle. Nie wiadomo dlaczego. To boli strasznie. Może gdyby była chora, gdyby już wcześniej coś było nie tak, łatwiej byłoby to sobie wytłumaczyć?

Styczeń:

Mariusz: Długo się wstrzymywałem z nagłośnieniem sprawy. Martwiłem się o kondycję psychiczną żony. Nie chciałem przed świętami niepokoić kobiet, które miały rodzić w tym szpitalu. Ale może dobrze, aby ludzie się dowiedzieli o niedopatrzeniach na oddziale neonatologicznym, o patologii z organizowaniem transportu, o tym wszystkim. Jeśli to uchroni choć jedną rodzinę przed tragedią, warto o tym opowiadać. Choć dla nas wiązało się to z przeżywaniem  naszego nieszczęścia po raz kolejny od nowa. Mam swoje podejrzenia, wiem, co naprawdę się stało, ale nie mogę tego głośno powiedzieć. Zgłosiliśmy sprawę do prokuratury. Wierzę, że ci, którzy przyczynili się do naszej tragedii, zostaną ukarani. Że będą mieli cywilną odwagę przyznać się do błędu i ponieść jego konsekwencje.

Magda: Każdego dnia pustka jest coraz większa. Ta pustka pozostanie. Nikt mi nie zastąpi Karolinki, ona była jedyna, niepowtarzalna. Dlaczego akurat nasza córeczka? To niesprawiedliwe. Nie chcę powiedzieć, że mam pretensje do Boga. Może my z mężem czymś zawiniliśmy? Ale ona nie zasłużyła sobie na cierpienie. Są dni, kiedy jakoś się trzymamy. A są wieczory, które przepłaczemy całe. Przecież miało być tak cudownie! Nawet nie zobaczyłam jakie ma oczka, bo spała. Ale cały czas czuję jej oddech na swojej twarzy, pamiętam ciepło jej buźki. Była taka cieplutka, kiedy ją przytuliłam. Kochałam ją od początku. I już zawsze będę kochać.

Co z tym  ambulansem?

MEDIKOR tłumaczy: Po uzyskaniu niezbędnych informacji zespół przygotował się do wyjazdu i niezwłocznie,  w trybie pilnym, udał się do Gorlic. Ambulans typu „N”, jaki posiadamy – to tak naprawdę mobilny minioddział intensywnej terapii, dlatego przygotowanie go do transportu dziecka w bardzo ciężkim stanie wymaga przygotowania. Sprzęt, w jaki wyposażony jest nasz ambulans, jest systematycznie sprawdzany i testowany. Nie ma możliwości, aby był niesprawny. Zespół dołożył wszelkich starań, aby  dostosować parametry  sprzętu do zaleceń. Czas, jaki zespół spędził w szpitalu w Gorlicach, był niezbędny do przygotowania noworodka w ciężkim stanie do trasy do odległego ośrodka w Krakowie.

Stanowisko szpitala w Gorlicach

Dziecko po okazaniu matce przyjęte do oddziału noworodków i umieszczone na sali obserwacyjnej. Stan noworodka nie budził zastrzeżeń. Jak wszystkie noworodki po porodzie dziecko ułożone w pozycji na boku celem zapobiegnięcia ew. zachłyśnięciu się wodami płodowymi.

Nadzór nad salą sprawują pielęgniarki odcinkowe. Kilkakrotnie podchodziły do dziecka i sprawdzały jego stan zdrowia.

Około godz. 12 na sali, w której przebywała dziewczynka, była obecna pielęgniarka odcinkowa, która widziała dziecko. Jego stan nie budził zastrzeżeń.

Około godz. 12.15 pielęgniarka zabiegowa po wejściu na salę obserwacyjną zauważyła, że dziecko jest sine i nie oddycha. Natychmiast zawiadomiła lekarza kierującego oddziałem, który stwierdził zatrzymanie oddechu i brak akcji serca i podjął czynności resuscytacyjne  (dziecko zaintubowano, prowadzono masaż serca, podano adrenalinę oraz bolusy płynowe, uzyskując powrót czynności serca oraz pojedyncze spontaniczne oddechy). W akcji resuscytacyjnej brali udział wszyscy lekarze pracujący w oddziale.

Następnie dziecko przeniesiono na salę IT, umieszczono w inkubatorze otwartym, podłączono od respiratora oraz włączono leczenie poresuscytacyjne.

Noworodek ze względu na ciężkie niedotlenienie wymagał leczenia hipotermią. Możliwość takiej terapii posiadają ośrodki neonatologiczne III stopnia referencji: Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie, Klinika Neonatologii CMUJ, CM „Ujastek”. Ze względu na brak miejsc w dwóch pierwszych placówkach o godz. 13.10 uzgodniono przyjęcie dziecka do CM Ujastek.

W celu przetransportowania noworodka porozumiano się telefonicznie z dyspozytorem Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Krakowie. Wg jego relacji karetka „N”  w chwili zgłaszania potrzeby transportu znajdowała się w trasie do Nowego Targu, miała być niedostępna przez ok. trzy godziny. Ponownie wykonano telefon do Uniwersyteckiego Szpitala Dzieciecego w Prokocimiu z prośbą o wykonanie transportu. Wg relacji lekarza oddziału karetka niesprawna.

Celem jak najszybszego przekazania dziecka do leczenia specjalistycznego o godz. 13.42 wykonano telefon do ordynatora Oddziału Noworodków „MEDIKOR”w Nowym Sączu. Lekarza poinformowano o stanie dziecka i potrzebie bardzo pilnego transportu. O godz. 13.50 uzyskano akceptację. O godzinie 15.25 ponownie porozumiano się telefonicznie z lekarzem transportującym, ponaglając jego przybycie.

Zespół transportujący przybył na oddział o godz. 16.05. Stan dziewczynki był ciężki, ale stabilny. Po przybyciu do oddziału zespołu transportującego to lekarz wykonujący transport przejmuje na siebie obowiązek przygotowania noworodka do bezpiecznego i prawidłowego transportu.

Oddział Noworodków posiada dwa respiratory, które w dniu zdarzenia były sprawne. Trudności z uzyskaniem  odpowiednich parametrów oddechowych nie wynikały z ich niesprawności, ale z choroby dziecka (konieczność bardzo szybkiej wentylacji ).

Źródło: „Gazeta Krakowska”

  1. oliwia Odpowiedz

    Wyrazy współczucia dla rodziców. Ja też chodziłam przy drugiej ciazy do pani doktor w szpitalu na wizyty,która moim zdaniem uczyła się na mnie swojego zawodu. Byłam w 7tyg ciazy kiedy Pani doktor zrobiła mi usg do pochwowy.poczym powiedziała że wszystko jest ok. Za cztery tyg kazała mi przyjść na usg na oddział pamiętam ten dzień 31.10.a wcześniej po tym usg zaczol boleć mnie brzuch myślałam że to tak boli po tym badaniu ale okazało się inaczej gdy poszłam poraz kolejny na badanie usg okazało się ze ciąża jest obmarla i że plod wygląda na 7tyg ze się nie rozwija. Bol niesamowity dla mnie. Zadawalam sobie pytanie dla czego?co się stało?przecież wszystko było ok. Badania super moje samopoczucie też. Znam dziewczynę która też chodziła do tej samej Pani doktor to po tym badaniu usg zaczęła krwawic. teraz mam kochanego synka którego rodzilam w Tuchowie. Tam mamy rodzą w godnych warunkach i są godnie traktowane razem z dzidziusiem. Opieka przez cały czas nad dzieckiem i mama.jeszcze raz współczucie dla rodziców Karolinki.gratulacje za odwagę.

    • Anonim Odpowiedz

      USG na tym etapie nie powoduje poronienia tylko m.i. wada płodu!!!! To się zdarza!!

    • ja Odpowiedz

      nie no pewnie zwal teraz na niczemu nie winna pania dr. szczerze? to Twoja wina. skoro brzuch cię bolał trzeba było jechać na IP. takiw rzeczy sie zdarzają..

  2. Anonim Odpowiedz

    Nie jestem wstanie sobie tego wyobrazić co teraz czujecie czytając ten artykuł normalnie płakałam jak by to było moje dziecko. Powiem wam ze nie tylko w Gorlicach się tak dzieje bo w Jaśle też i strach jest wogule rodzic.

    • Beata Odpowiedz

      Ja rodziłam W Jaśle 2 razy i jestem zachwycona, nie wyobrażam rodzić sobie gdzie indziej. Sama tam chciałam rodzić chociaż jestem z Krosna. Poród przebiegła w miarę szybko, cały czas ktoś przy mnie był jak już zaczęła się akcja porodowa. Po porodzie też cały czas kos przychodził i patrzyła czy wszystko ok. Gdy matki spały z dziećmi w łóżku to pielęgniarki kładły do wózków lub proponowały że wezmą żeby można było się przespać chwilę spokojnie, żeby nic się nie stało. Opiekę miałam dobrą chociaż jak wszędzie zdarzają się różni ludzie. Chyba że tak się zmieniło w ostatnim czasie.

  3. Kinga Odpowiedz

    Witam. Gdy urodziłam pierwsza córeczkę i juz była przy mnie tzn spala obok w szpitalnym łóżeczku. Sama zmęczona porodem również próbowałam zasnąć. Jednak nagle córeczka zaczęła dziwnie chrząkać i momentalnie zrobiła się sina. Mąż natychmiast pobiegł po pielęgniarkę, ta odwróciła ja do góry nogami, potrzasala i w takiej pozycji pobiegła z nią do dyzurki. Okazało się że małej zalegaly w przełyku jeszxze wody plodowe. Może i to normalna sytuacja, ale dodam że córeczka urodziła się około godz 15, a owe zasinienie miało miejsce następnego dnia okolo godz 11. Tak długo nikt nie zauważył ze nie do końca oczyszczone jej drogi oddechowe? Mowilam Pielegniarką że podczas karmienia Córeczka nic nie połyka, wręcz się wylewa z byźki- mówiono ze może maluszek jest jeszxze oszolomiony samym porodem i nie ma idruchu ssania.a ona po prostu miała „zatkane” gardło. Dobrze, że nie zasnelam, że czuwałam bo w przeciwnym razie mogło by się to skończyć inaczej

    • Asp Odpowiedz

      tak, wody płodowe mogą sie ewakuować przez 24 godziny od porodu

    • Paulina Odpowiedz

      No to ja tutaj miałam taką samą sytuację . Moja córka Nina spała przy mnie non stop. Nie umiałam zasnąć. Urodziła się ok. 13 a następnego dnia ok. 20 zaczęła być sina i nie oddychać. Pielęgniarka zrobiła to samo i moja Ninka zaczęła krzyczeć i płakać.Ale dzieci jeszcze w tym czasie nie wiedzą że wogóle istnieją. Wody płodowe mogą wystąpić nawet 24h po porodzie. Pozdrawiam 🙂

      • Kasia Odpowiedz

        Naprawdę mogą to być wody płodowe? Moje dziecko urodzone o 10:30, poród był ciężki, dziecko nie chciało jeść , na drugi dzień gdy syna przebierałam zrobił się fioletowy dosłownie z sekundy na sekunde. Wzięłam go na ręcę i wybiegłam na korytarz wołając ratunku! pomocy! Zabrali dziecko a mnie zbesztali że powinnam dzwonkiem zadzwonić… tak już widzę jak do mnie biegną… Na obchodzie powiedziałam , że dziecko zachłysnęło się wodami a oni mnie zbesztali i wyśmiali , że bzdury wygaduję, że to śluz jakiś tam był. Zrobili ze mnie niedouczoną gówniarę, miałam wtedy 21 lat, moje pierwsze dziecko, nie umiałam się bronić. Dziecko kilka dni było pod lampami. Dopiero od niedawna czytam o szczepieniach i gdy przypominam sobie zachowania moich dzieci to zastanawiam się czy to też nie był NOP.

        • Ala Odpowiedz

          To samo myślę, że to szczepienia

        • Jagna Odpowiedz

          Napisze tak. Moje dziecko było nieszczepione a i tak miałam identyczna sytuację jak ty. Dziecko sine 13 godzin po porodzie. Całe szczęście skończyło się na strachu. Dzieci nadal nie szczepie, ale nie sa się wszystkiego zwalić na szczepienia.

    • jasia Odpowiedz

      pielęgniarkOM

  4. RAFAL Odpowiedz

    Wyrazy współczucia dla rodziny która dotknęła ta tragedia.

    Nie wyobrażam sobie nawet przez co Ci ludzie przechodzą, ale może dzięki decyzji o nagłośnieniu tej tragicznej sytuacji, ktoś w końcu zrobi porządek w tym pożal sie Boze „Specjalistycznym” szpitalu, a odpowiedzialni za cierpienie i tragedie tej rodziny poniosa konsekwencje.

  5. Przemo Odpowiedz

    Współczuje:( przykre,czytałem ten artykuł 2razy bo nie wierzyłem:/ domyślałem sie ze w gorlicach jest taka”patologia” ale ze aż taka, nie proponuje jechać tez do tuchowa ……. zona urodziła tam dwójkę naszych dzieci, zarówno przy pierwszej jak i drugiej ciąży wszystko było ok ale przy porodzie juz nie,jutro będzie dokładnie rok jak zona urodziła syna, leżał kilka dobrych dni w inkubatorze cały czas,nie mógł samodzielnie oddychać,wiec był podłączony,pytałem lekarzy czemu tak? Aaa no bo sie wcześnie urodził,ja sobie mysle jak to tydzień przed planowanym urodzeniem to chyba nie jest wcześnie 2,3 tyg to tak, zreszt lekarze na proste pytania nie potrafili odpowiedzieć a jak juz odpowiadali to yyy nie wiem czemu, lub bo wcześnie sie urodził,tak sie teraz zastanawiam czytając ten artykuł moze to prawie to samo było co z naszym synem tylko był ktoś kto zareagował,nie wiem, ale i tak boje sie ze to ze mogl być nie dotleniony to będzie miało wpływ na jego życie, wszędzie w Polsce mysle ze są tacy którzy pracują w szpitalu bo musza, a nie z zamiłowania ratując czyjeś życie,i są oczywiście patałachy tacy jak np w gorlicach i tuchowie

  6. vaxxed Odpowiedz

    Czy aby dziecko nie dostało zastrzyku z dawką chemii przekraczającą wielokrotnie wszelkie normy ?

  7. Magda Odpowiedz

    Pielęgniarka szczepi dziecko, a po chwili jest sine. Wszystko jasne. Barbarzynstwo!

  8. Jaga Odpowiedz

    Wyrazy współczucia dla rodziny. Jak dla mnie była to reakcja na szczepionke. Państwa coreczke zabila szczepionka. Zwłaszcza ďe tak ostra reakcja nastapiła zaraz po. Smutne…. mogła żyć …..

  9. Swiadoma mama Odpowiedz

    Wyglada mi to na NOP ( niepozadany odczyn poszczepienny ) skutkujacy smiercia , przeciez to nie mozliwe zeby zdrowe dziecko zatrzymalo sie calkiem bez powodu type godz po porodzie I zaden lekarz tego nie wybadal ! Beda teraz szukac wrozonych chorob ukrytych wad tylko po to zeby zatuszowac wine szczepionki! Godzine po podaniu jej zaczela sie ta tragedian.. Radze poczytac o NOP ach poszczepiennych I skladach szczepionek na grupie STOP NOP na fb…badzmy swiadomi

    • Anonim Odpowiedz

      Noworodka nie szczepi się zaraz po urodzeniu!!!

      • Ania Odpowiedz

        szczepi się

      • abc Odpowiedz

        To bys sie zdziwil!

      • Sylwia Odpowiedz

        A kiedy się szczepi? Ile godzin po ?

      • Lidka Odpowiedz

        Mój syn dostał szczepionkę 2godziny po urodzeniu… Teraz hammam świadomość nopow to jestem przerażona, że tak robią.

  10. Anonim Odpowiedz

    Niestety do pracy niektórych pielęgniarek z oddziału noworodków gorlickiego szpitala można mieć wiele zastrzeżeń… Kiedy ja leżałam po ciężkim porodzie z komplikacjami, z zagrożeniem życia i nie mogłam być przy swoim dziecku,mój mąż starał się zaglądać do niego jak najczęściej. Idąc korytarzem usłyszał wyraźny komentarz pielęgniarki „co on tak k*** co chwilę chodzi”? Nie wspomnę o zapachu papierosów na korytarzu i przeciągać a dzieci tatmtedy po kąpieli są przewożone do matek… Ponadto, bardzo niemiłe i rzeczowe podejście do dziecka jednej z pań pielęgniarek, która podniosła z łóżka moje dziecko za becik, nie podtrzymując przy tym główki… Podkreslam, że są tam również pielęgniarki z powołania, które z sercem podchodzą do dziecka, ale źle postępowania należy piętnować. Może ktoś wreszcie się obudzi

  11. MARGO Odpowiedz

    Zanim osadzisz kto jest winnym smierc i dziecka poczekaj na wyniki sekcji zwlok nie mizna obwiniac nigdy wczesnuej nikogo !!!

    • jik Odpowiedz

      W Pl naduzywa sie przy określaniu przyczyny smierci zwrotu „niewydolnośc krążeniowo-oddechowa”!!! sekcja wykaże na 100% właśnie TO – a nie faktyczną przyczynę, być może z zaniedbania…

  12. Taka jedna Odpowiedz

    W tym zgniłym kraju szczepi się noworodki zaraz po ur, liczę ze nad rodzicami pochyli się dobry adwokat i doprowadzi spraw do końca , udowodni ze szczepienia doprowadziły do śmierci tej małej dziewczynki, siły dla rodziców bardzo wam współczuje , walczcie !!

  13. Patrycja Odpowiedz

    Proszę rodziców o kontakt.

  14. strach Odpowiedz

    Dziecko urodziło się zdrowe i silne. Kilka godzin po urodzeniu wstrzyknięto mu rutynowo końską dawkę witaminy K oraz dwie szczepionki (w tym jedną żywą- BCG). Robi się to w Polsce wszystkim noworodkom. Poważne działania niepożądane zdarzają się rzadko, jednak się zdarzają 🙁 Nikt jednak oficjalnie nie przyzna, że przyczyną śmierci dziecka mogła być szczepionka. Oficjalnie powikłania zdarzają się „raz na milion”.

  15. Urszula Odpowiedz

    Na 100% to był NOP (niepożądany odczyn poszczepienny) i prawdopodobnie żaden lekarz tego oficjalnie nie przyzna… Poruszyłabym Niebo i Ziemię, żeby to sprawdzić! Wyrazy współczucia dla rodziców.

    • Joanna Odpowiedz

      Zgadzam się

  16. A. Odpowiedz

    11 pielegniarka przychodzi po zgode na szczepienie.
    12.15 dziecko nie oddycha.
    Jakies pytania? Proste!
    Straszna tragedia 😢

  17. matka Odpowiedz

    Szczepionki tu zawiniły ewidentnie !

  18. Ala Odpowiedz

    W pomieszczeniu dla noworodków powinna zawsze być pielęgniarka! A niestety dzieci tam leżące są większość czasu same – są tylko doglądane… czyli od szczęścia zależy ich życie. Noworodki często się duszą wodami płodowymi czy też zwrotem mleka sama ratowałam swoje dziecko więc coś o tym wiem. Wniosek – noworodek nie może być spuszczany z oka ani na chwilę. Podejrzewam, że dziecko się udusiło, ale to raczej sekcja zwłok powinna wykazać… współczuję

    • Monika Odpowiedz

      Zależy w którym, ja rodziłam w szpitalu woj. w Gdańsku i mój synek był też na sali adaptacyjnej, miał zaburzoną saturację, wszystko wróciło do normy, ale nie chcieli mi go dać na noc, więc chodziłam go karmić, tulić i przewijać i NIGDY nie było sytuacji, żeby w sali nie było pielęgniarki, wszystkie cudowne (no może poza taką w czarnych włosach), ale były cały czas, pomagały karmić, bardziej niż położne, sama jedna też mówiła, że się zaopiekują, żebym mogła się wyspać:)Mamy tendencję oceny tego, co złe, ale warto też chwalić. Niestety to mało komu wychodzi (i to nie tylko w sferze medycznej), jak ktoś coś zrobi dobrze, uważamy to za standard.

  19. Jolanta Odpowiedz

    „Przyszła do mnie pielęgniarka po zgodę na szczepienie dzieciątka.” Właśnie dlatego w wielu krajach zachodnioeuropejskich, np. w Skandynawii, nie wolno podawać żadnych szczepień przed ukończeniem drugiego, a w innych krajach nawet trzeciego miesiąca życia. Nie znany jest stan układu odpornościowego tak małego dziecka. Bardzo trudno będzie udowodnić związek. Wyrazy współczucia dla rodziców.

  20. dorota Odpowiedz

    Wyrazy współczucia dla rodziców Karolinki

  21. Mikołaj Odpowiedz

    Sprawdźcie czy Karolinka została zaszczepiona, jeśli tak to czy dostała obie szczepionki podawane w pierwszej dobie czy tylko jedną z nich. Przeczytajcie działania niepożądane zawarte w „Charakterystyce produktu leczniczego” danej szczepionki i sprawdźcie czy nie pokrywają się one z tym co się działo z dzieckiem. Bezdechy są wpisane jako działania niepożądane.

  22. Ewa Odpowiedz

    Kiedy urodziłam synka, a było to 9 lat temu (i nie chce nawet wspominać jaka wtedy byłam nieuświadomiona) wszystko było ok. – piękny i zdrowy ! Został zaszczepiony BCG i WZWB. Po tym szczepieniu zdiagnozowano zapalenie płuc. Doszedł do tego antybiotyk…nie życzę żadnej mamie takich przeżyć. Dziś nie powtórzyłabym błędu szczepiąc dziecko w pierwszej dobie życia. Nie szczepię, dość tego mordu na dzieciach. W artykule nie ma wzmianki o szczepieniu…ale chyba o to chodzi.

    • Ania Odpowiedz

      jest. O 11 pielęgniarka przyszła po zgodę na szczepienie

  23. Daria Odpowiedz

    Szczepienia zabiły to maleńkie, bezbronne dziecko!
    Zapalenie płuc kilka godz po porodzie? Nie bądźcie naiwni. Szybciej gruźlica płucna po szczepieniu. A może zbyt duża dawka metali ciężkich w szczepieniach? Przy sekcji Kochani rodzice nie powiedzą Wam niestety, że szczepienia zabiły Waszą kruszynkę. Walczcie o prawdę i o odszkodowanie od koncernów farmaceutycznych. Niech poniosą konsekwencje chociaż finansowe za to co spotkało Waszą córeczkę. Niestety nic nie pomści jej śmierci, to największa tragedia dla rodziców. Łączę się z Wami w bólu.

    • as Odpowiedz

      Proponuję zbadać szerzej temat. Bardzo często występuje zachłystowe zapalenie płuc. Mój Synek je miał, nie byl jeszcze szczepiony, a lekarze przez to odroczyli szczepienie, wiec nie było tym spowodowane. Rozumiem, ze występują NOP-y ale nie oszukujmy się ich w każdym przypadku…

      • Monika Odpowiedz

        Masz rację, zgadzam się z Tobą, ból niesamowity i tragedia spotkała tych rodziców, to prawda, ale bez zbadania sprawy trudno jest wyrokować, że to akurat szczepienie, jak czytam komentarze na pewno szczepienie – to pytam skąd ta pewności?
        Tak jak piszesz, przyczyn może być tysiące. Haniebne są na pewno działania szpitala i niesprawny sprzęt, karetka ma służyć temu, żeby udzielić pomocy i przetransportować chorego (w tym przypadku dziecko) i tym bardziej szokuje mnie odpowiedź szpitala, że musieli najpierw karetkę przygotować, kiedy liczy się każda minuta.

  24. Monika Odpowiedz

    Między 12 a 12.15 kto był przy dziecku?. Dopiero o 12.15 zauważono, że dziecko sine,to znaczy że przez 15 minut nikogo przy Karolince nie było?
    Dla mnie ewidentna wina pielęgniarek. Przykre to bardzo. Wyrazy spółczucia.

    • Ania Odpowiedz

      Zgadzam się, pielegniarka powinna byc przy dziecku cały czas! A nie że ich nie ma i potem nie maja sobie nic do zarzucenia.

  25. EVE Odpowiedz

    Oczywiście, że po szczepieniu. Problemy zaczęły się tuz po podaniu szczepionki. Nikt jednak z lekarzy tego nie potwierdzi głośno. Każdy się boi bo przecież statystycznie szczepionki są takie bezpieczne i przebadane…

  26. Anka Odpowiedz

    Mikołaj, Daria, obawiam się, że macie rację… 🙁

    Przeogromna tragedia… Wspolczuje rodzinie…

  27. kasia Odpowiedz

    Ja pie**** ja bym sobie raczej z tym psychicznie nie poradziła.

    Wezcie ludzie zacznijcie myślęv i przestanie szerzyc te chory akcji odnośnie Szczepień robocie z tego jakieś chore spiski normalnie Gór j niż dzieci…. Jesteście w 100% pewni ze to przez szczepienie a gówno prawda to jest pol na pol moglo jej się cos stać bo organizm był za słaby na szczepienie wystarczy ze CRP podwyższone i juz lekarze nie robią zastrzyków. Albo rzeczywiście się zachlysnela czymś, np wodami. A nie ze od razu na sto procent szczepienie. Z tym zapaleniem to jedno z drugiego nie wynika….

    • swiadomy Odpowiedz

      Głupoty gadasz. Ja nie zgodziłem się na szczepienie w 1 dobie bo badanie kwalifikacyjne to jakiś żart. Według lekarza kwalifikacja do szczepienia to „Brak objawów zewnętrznych” i tyle. Zrobiłem aferę to zrobili CRP i wyszła infekcja. Stanąłem przed lekarzem i pytam „i co? chciał Pan zaszczepić dziecko z infekcją” to wiesz co mi odpowiedział ? „nie robi sie badan laboratoryjnych do badania kwalifikacyjnego, zresztą infekcja CRP nie jest przeciwwskazaniem do szczepienia” i tyle. Miałbym córkę z infekcją i antybiotykiem dożylnym i dwoma wirusami plus metale ciężkie. CHORY SYSTEM ! Jak można mówić o koincydencji jeśli zdrowe dziecko godzine po szczepieniu zaczyna ciężko chorować ? Ludzie ufacie tak ślepo lekarzom a oni leczą ludzi w oparciu o wiedzę z książek medycznych na studiach napisanych 20 lat temu.

  28. KLik Odpowiedz

    pomijając kwestię ratowania Karolinki,czasu transportu itd, który powinien być jak najszybciej,to trzeba sprawę postawić jasno nie była zdrowym dzieckiem. Skoro okazało się, że ma zapalenie płuc kilka godzin po porodzie tzn,że było wrodzone.Jednak to nie znaczy,że nie mogła mieć szans na życie.Nie będę odnosić się do sposobu leczenia w pierwszych chwilach. To jest wielki dramat, szczerze współczuję .
    do Darii gruźlica płuc zaraz po szczepieniu???

  29. Ewa Odpowiedz

    Najłatwiej zrzucić wszystko na szczepienie. Bo to teraz takie modne, bo napewno NOP.. Ludzie dajcie spokój. Rodziców spotkała straszna tragedia. Szczerze współczuję i nie potrafię wyobrazić sobie ogromu bólu, jakiego teraz muszą doświadczać. Ale noworodki mogą umierać z naprawdę różnych przyczyn, nie tylko ze względu na szczepionki. Tutaj chyba problem jest bardziej zawiły, bo nie dość że dziecko znaleziono już sine, to jeszcze pojawiły się potem kłopoty natury technicznej i organizacyjnej.. zapewne będzie zrobiona sekcja zwłok, która ujawni prawdziwy powód śmierci małej Karolinki. A teraz uszanujmy smutek rodziców i nie nakręcajmy jeszcze burzy naokoło bardzo kontrowersyjnego tematu, jakim jest szczepienie. Na Boga, nawet nie wiemy czy do niego doszło !

  30. David Odpowiedz

    Szczepionka i piorunujące zapalenie mięśnia sercowego – częsty skutek uboczny szczepień, oczywiście zrzucany na „takie się urodziło” i leci…. żal dzieciaczka. NIE POZWALAJCIE SZCZEPIĆ SWOICH DZIECI DO 6 MIESIĄCA ŻYCIA!!!! 🙁

  31. Marzena Odpowiedz

    Ja też czekam na rozwiązanie i tych szczepień się boję bo to wszystko co się dzieje z dziećmi to jest tego wina tych szczepień tylko jak się przed nimi bronić to jest pytanie?!

  32. Beata Odpowiedz

    My niedawno tez to przechodzilismy. Nasz coreczka zmarla w Nowosadeckim Szpitalu po zaniedbaniu jakiego dopuscila sie Beata Cholys-Duszynska. Zostala skazana rowniez za falszowanie dokumentacji medycznych. Wyrok jest prawomocny. Nie bylo latwo.

  33. MAGDA B. Odpowiedz

    WSZYSTKIEMU WINNA SZCZEPIONKA!!!!!!!!!!!!! NA BANK!!!

  34. anna Odpowiedz

    Straszne ! Niestety ale jesli rodzice decydują się na szczepienie noworodka musza liczyć się z ko sekwencjami. To żaden sekret ze na ulotkach wymieniona jest również śmierć jako skutek uboczny 🙁

    • Ania Odpowiedz

      Tyle że nikt nie informuje rodzica o skutkach ubocznych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Do tej Pani przyszła pielegniarka i tylko szybko zapytala o zgode na szczepienie. A czy wyyjaśniała jakies skutki uboczne? Na pewno nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  35. Małgorzata Odpowiedz

    Szczere wyrazy współczucia ale istnieje też coś takiego jak „Zespół śmierci łóżeczkowej”-kiedy zdrowy noworodek po prostu umiera bez wyjaśnionej przyczyny,nawet w domu pod okiem czujnych rodziców 🙁

  36. karolina Odpowiedz

    na 1000% zawiniła szczepionka,’koncerny muszą zarabiać tylko na kim na bezbronnych ‚maleństwach”ja mam także dziecko chore po szczepionkach a lekarze swoich dzieci nie szczepią wcale ”’dlaczego ”’?

  37. mysl Odpowiedz

    w oswiadczeniu szpitala nie ma nawet ani słowa ze noworodek został zabrany na szczepienie, po którym zaraz zaczeły sie dziać sceny z horroru!!!!

  38. Beata Odpowiedz

    Płakałam czytając tą historię, bo to historia podobna do mojej córeczki. Udało jej się przeżyć, ale przygotowywano nas na najgorsze. Też została ochrzczona w szpitalu. Bezdech, reanimacja,siność, zapalenie płuc, odma opłucna, a na końcu posocznica.Przy tym serduszko „przepchnięte” przy reanimacji na prawą stronę… Ból i płacz ogromny. Współczuję Waszej Rodzinie bardzo!!! Uważam ,że to wszystko co nas spotkało to wina szczepienia, które jej zaaplikowano w pierwszej dobie. Jedne dzieci dotyka to bardziej widocznie, inne są niespokojne, u jeszcze innych powoli rozwijają się alergie i nietolerancje oraz bardziej przewlekłe choroby, jak cukrzyca, czy nowotwory itd itd Prawda jest taka, że takich przykładów jak nasze, jest dużo. Proszę poszukać na Stop.Nop czy szczepienia.org.pl . Szkoda naszych dzieci!!!

  39. ... Odpowiedz

    U mnie po porodzie nie umiało dziecko jeść z piersi, poprosiłam pielegniarke aby mi pomogła,na co ona ze nie jest prywatną pielęgniarka żeby to robic. Druga sytuacja…dziecko było pod opieką pielęgniarek a jak tam poszłam to okazało sie że moje dziecko leży z brudnym pampersem nie przebrane z kupy, dopiero ja musiałam to zrobić.

  40. Aśka Odpowiedz

    Skontaktujcie się Państwo ze Stop Nop. Właśnie rusza sprawa przeciwko Ministerstwu Zdrowia. Świadków jest już wielu ale im nas więcej tym większa szansa na wygraną. Sami niestety nie wiele wskóracie. Powikłanie w postaci zapalenia płuc to normalka po szczepionce BCG – takich zgłoszeń jest na pęczki. Łączę wyrazy współczucia i pamiętajcie – nie jesteście sami, jest nas, niestety, wielu.

  41. Ola Odpowiedz

    Nagła śmierć łóżeczowa .

  42. Ola Odpowiedz

    Mi sie wydaje,że po szczepieniu taka reakcja nastąpiła

  43. Wiki Odpowiedz

    Ja straciłam bliznieta w 26tc corka urodzila sie zywa dostala 1 punkt ale przez zaniechania szpitala i czekanie na karetke do następnego dnia i przez to ze nie włożyli jej do inkubatora tylko w tym zwyklym plastikowym lezala i czekala az umrze reanimowali ja 2 razy nastenego dnia wzieli ja do prokocimia ale pozyla tylko 18 dni i odeszla dostala 5 wylew krwi do mózgu ten najgorszy synek od razu zmarl nawet nie. zdążył wyjsc na swiat jiz minelo 9 lat mam juz inne dzieci ale ból. Zostaje wspolczuje wam strasznie bo wiem co przeszliscie:-(

    • Obserwator.TVP1 Odpowiedz

      Proszę o kontakt osoby poszkodowane przez szpital lub inne, które były świadkami nieprawidłowości w działaniu wobec noworodków. obserwator.tvp1@gmail.com

  44. Jan Odpowiedz

    Winna szczepionka na 100%.
    Nie ma co liczyć na to że w Szpitalu w którym podali dziecku szczepionkę (Gorlice) przyznają się do tego że to ewidentny skutek po zaszczepieniu.
    Będą podawali wszystkie inne przyczyny-prawdopodobnie zmyślone, tylko nie prawdziwą
    przyczynę. I tak będzie zawsze w takich tragicznych sytuacjach aż do czasu, póki ludzie nie wywalczą zaprzestania szczepień!!!

  45. Bożena Odpowiedz

    Dzieci nie powinny być szczepione do 5 roku życia a potem tylko za zgodą rodziców po pełnym ich uświadomieniu co to są szczepionki i co zawierają.
    W Japonii tak jest a to najzdrowszy naród swiata.

  46. Nemo Odpowiedz

    Zleciały sie proepidemiczne sępy i żerują na ludzkiej tragedii.

  47. Magda Odpowiedz

    Po cc dzieci często zapadają na zapalenie płuc, nasze bliźniaki zarazily sie w pierwszej dobie w szpitalu… zanim zostały zaszczepione. W drugiej dobie były intubowane. Szczęściem ogromnym było to że urodziły się na Kopernika w Krakowie i pomoc i opiekę mieli od razu, bez konieczności transportu gdziekolwiek. Wyszły z tego bez komplikacji

  48. amelia Odpowiedz

    Dla mnie sprawa jest jasna, wystąpił odczyn poszczepienny,natomiast organizacja szpitala to już zupełnie inna bajka…

  49. Anonim Odpowiedz

    Dla mnie to proste szczepionka!

  50. daniel Odpowiedz

    Z diagnozami na temat wpływu szczepionki na życie dziecka bym się wstrzymał. Nie siejcie fermentu bo niezaprzeczalnym faktem póki co jest to, że od braku szczepień co roku umiera tysiące ludzi. Sekcja zwłok na pewno się odbyła i jakiekolwiek wyniki są już pewnie znane. Co do gotowości i sprawności sprzętu ratunkowego nie będę się wypowiadał bo szkoda słów, ręce opadają.

    • josef Odpowiedz

      podaj żródło

      • daniel Odpowiedz

        Podręcznik do medycyny rozdział pierwszy, strona pierwsza. Nie chce mi się dyskutować, poczytaj w internecie,zapytaj lekarzy.

        • Gutek Odpowiedz

          I jak zwykle. Kiedy pada pytanie o konkret, „ekspert” odpowiada: poszukaj, popytaj. Żenujące.

  51. Ewa Odpowiedz

    Widzę tu wielu lekarzy-ekspertów z zakresu szczepień.
    Nasze dzieci przy takim rozumowaniu, ze nie należy szczepic-za parę lat nam podziekuja. Albo już nie zdążą podziękować…

  52. Sylwia Odpowiedz

    Żal mi rodziców żal mi Św.P. Ciebie Karolinko malutka! Ludzie każdy z nas może szukać informacji ze świata bo u nas jest wszystko tajone przez media a infirmacje są wybiórczo przedstawiane. Widział ktos kiedys w wiadomościach że np. Nop zabil? I ze szpital zgodnie twierdzi? Nieee no jak skoro szpital to jedność z koncernami. Każdy moze czytać info ze świata i drążyć temat. Każdy z nas odpowiada za zdrowie swoje i dzieci. Jestem młoda mama i nie szczepie!!!

  53. Dorka Odpowiedz

    Dużo oglądam seriali na Discovery na temat chorób dzieci (noworodków) i zespołu śmierci łóżeczkowej, dlatego warto poczekać na sekcje zwłok. Dzieci nawet kilka miesięcy po urodzeniu mogą zasnąć i się nie obudzić nawet te co miały 10punktów po urodzeniu. Może być wina szczepień tego nie wykluczam. Aczkolwiek nie można wykluczyć faktu że dzidziuś mógł się zachłystnąć wodami płodowymi źle wychyszczonymi z dróg oddechowych. Sama miałam dwie ciąże które ciężko przeszłam ale na szczęście donosiłam i dzieciątka urodziły się zdrowe. Chłopak ma już 15lat a córeczka 6, i mimo że urodziła się wcześniakiem ma dobre wyniki w nauce. Rodziców Karolinki serdecznie pozdrawiam i życzę dużo siły dla dziesiątek które są i które mogą jeszcze być 😊

  54. S Odpowiedz

    Szczepionka.

  55. Aśka Odpowiedz

    To zmarłe dziecko na pewno już nie zdąży nic powiedzieć, i nie mogło też powstrzymać pielęgniarki która wstrzyknęła jej to świństwo. Nic nie usprawiedliwia składania dzieci, zwłaszcza tak małych, na ołtarzu domniemanej „odporności zbiorowiskowej”.

  56. Daniel Odpowiedz

    Straszna tragedia.. Mam nadzieję, że szybko wyjaśnią przyczynę śmierci tego dziecka…

  57. anonim Odpowiedz

    Bardzo,ale to bardzo wam współczuję też przez coś takiego przeszłam 11 lat temu moja córka zmarła dwa dni po porodzie…tego co czują rodzice nie się opisać żadnymi słowami.Dziecko jest największym darem od Boga,wtedy myślałam że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie…ale szybko czar prysł,dziecko z drugiej ciąży poroniłam,a trzecią cudem donosiłam.Mam wspaniałą córkę za to dziękuję Bogu że jest,a druga czeka na mnie w gronie aniołków.Więc wy jesteście na pewno wspanialymi rodzicami,musicie się nauczyć żyć z tym że Karolinka powiększyła grono aniołków wiem że nie będzie łatwo i tego co się stało nigdy nie zapomnicie,ale macie jeszcze dwójkę wspaniałych dzieciaków i dla nich warto żyć i starać się nie załamywać.

  58. Anonim Odpowiedz

    głupcy szupiom

  59. Karolina Odpowiedz

    Psy wieszacie od razu na szpitalu. Gdyby było tak fatalnie, to co chwilę by tam dzieci umierały, a zdarza się to niesamowicie rzadko.
    Nie chcę nikogo bronić ani skarżyć, ale poczekajmy na wyniki sekcji zwłok

  60. Anonim Odpowiedz

    godzina t+0: pozwoliłem na szczepienia
    godzina t+1: problemy z oddychaniem, zatrzymanie akcji serca

  61. Anonim Odpowiedz

    z mim bratem też tak było ale to była komuna a rodzice nie mieli siły drążyć

  62. Jerzy Odpowiedz

    Proszę o kontakt rodziców którzy byli w podobnej sytuacji. Czyli: dziecko rodzi się zdrowe, dostaje szczepionki (gruźlica i WZW B) i w ciągu max. kilku godzin przestaje oddychać. Mój mail: kolechowicki@gmail.com . Naszego syna udało się uratować ponieważ poród był w klinice. Uszkodzenia spowodowane niedotlenienieniem pozostaną już na zawsze.

    • Anna Odpowiedz

      Z sekcji wynika, że to zachlysniecie a nie NOP

  63. aleg Odpowiedz

    szepionka zrobiła swoje. jakim cudem zdrowe dziecko od tak sobie umiera??? przecież musi być jakaś przyczyna – szczepionka wyjasnia wszystko

  64. Mt Odpowiedz

    Nie znacie się a wyrokujecie.
    Dopiero sekcja zwłok dziecka i badania histopatologiczne tkanek i narządów dadzą odpowiedź co do przyczyny zgonu.
    Jak na razie tylko brak odpowiedniej karetki i ta cała patologia z organizowaniem transportu oraz doglądaniem noworodka podlegają potępieniu.
    Jeśli w badaniach pośmietnych wyjdą nieprawidłowości, prokutarura z pewnością zajmie się tą sprawą.
    Co do szczepionek, wg podanych w artykule informacji nie było przeciwwskazazań do szczepień.
    Na razie to tylko wylewanie osobistych żali i bólu niepoparte bardziej szczegółowymi konkretami.

  65. Magda Odpowiedz

    Polecam artykuł na portalu halogorlice.pl. Tam dalszy ciąg tej sprawy.

  66. Patrycja Odpowiedz

    Rodzilam w Gorlicach poltora roku temu. U nas na szczescie wsYstko bylo ok ale chce opowiedziec cos innego. Otoz moja corka miala zoltaczke i lezala pod lampa w tej sali gdzie reszta noworodkow (kiedy nie sa przy matce), wiec chodzilam tam do niej co chwile az za ktoryms razem zauwazylam jak jedno dzieciatko pilo mleko z butelki SAMO!!!! Mialo przechylona butelke wsadzona do buzi, oparta o brzeg tego wozeczka i tak sobie jadlo. W sali nie bylo zadnej pielegniarki i w tym ich pokoiku obok tez nie bylo nikogo. Co by sie stalo gdyby to dziecko sie zachlysnelo? Nawet by nie pisnelo bo buzie mialo zatkana butelka… Czy pielegniarki i polozne na tym oddziale sa az tak zajete ze noworodki maja karmic sie same?

  67. Rodzice Karolinki Odpowiedz

    Wynik sekcji Karolinki poznaliśmy 9 stycznia. Potwierdził on najgorszy z możliwych scenariuszy, a zarazem najprostszy…

    „W świetle części oskrzeli została znaleziona widoczna zaaspirowana treść pokarmowa”! Co to oznacza to każdy już wie…

    W badaniu makroskopowym nie stwierdzono cech wad rozwojowych, w zakresie budowy zewnętrznej i wewnętrznej. W wielu organach wewnętrznych, w tym mózgu, płucach, śledzionie, wątrobie, nadnerczach stwierdzone zostały wybroczyny i krwawe wylewy. To co stało się z narządami naszej córeczki to tylko „efekt”, „lawina” tego silnego niedotlenienia, które miało miejsce przed pierwszą reanimacją.

    ..więc mieliśmy przez chwilę śliczną, zdrową córeczkę, która dziś powinna być z nami..!

    Pragniemy wszystkim serdecznie podziękować za okazane współczucie i empatię..po komentarzach widać, że nie jedna rodzina przeżyła tragedię lub otarła się o nią w tym szpitalu, dlatego apelujemy do Wszystkich, aby nie pozwolili na to, żeby ich sprawy zostały zamiecione pod dywan..nawet te sprzed kilku lat. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, możemy polecić pewną Panią Mecenas….

  68. Krzysiek Odpowiedz

    Smierc dziecka to ogromna tragefia nie tylko dla rodzicow ale i dla rodziny . to co sie dzieje w gorkickim szpitalu wola o pomste. Lekarze zamiast leczyc leca w kulki. W poniedzialek bedzie krecony reportarz przez tvn odnosnie smierci tego dzieciatka . bedzie rowniez o innych sprawach bo nie wiem czy Wam wiadomo ale ptokuratura interesuje sie rowniez ortopedami w gorlicach ale o tym sie dowiecie w poniedzialek

  69. Krzysiek Odpowiedz

    Do rodzicow Karolinki. Nie potrafie opisac slowami to co Was spotkalo. Mojej mamie zniszczyli zdrowie i teraz walczy o uratowanie nogi. Prokuratorzy juz zajeli sie ta sprawa. Moja mama ma 56 lat wiec troche przezyla natomiast waszej corce nie dano nawet szansy na start w to zycie. Walczcie o to aby ludzie ktorzy odpowiadaja za smierc waszego dziecka odpowiedzieli za to. Nie mam swoich dzieci ale zmarla mi siostrzenica tez jako noworodek i wiem co to za bol zarowno dla rodzicow jak i bliskich. W pon jest program krecony przez tvn o tym wiec pewnie sie spotkamy. Trzymajcie sie bo musicie miec sile !!! Wielu jest z Wami i pamietajcie nie jestescie sami !!!

  70. matka Odpowiedz

    BARDZO współczuję,wielkie doświadczenie.Ja rodziłam dawno i z opieką było o wiele gorzej panie położne kobiety traktowały z góry nawet nie chcecie wiedzieć jak były wulgarne….a ojciec mógł zobaczyć dziecko przez drzwi…..Czasy zmieniły się mamy rodziny obok siebie,tragedia stała się niewątpliwie a najbardziej zawinił system:Respirator, karetka, helikopter ….Czy w tym nowym lepszym świecie tak oczywiste rzeczy nie powinny być sprawne ?
    .Publiczne pieniądze się marnuje na kolejne kampanie wyborcze,NFZ kontraktuje jak chce limituje komu refundować leki czy zabieg.Czy tak to miało wyglądać?Ile jeszcze niewinnych smierci?……,.Rutyna być może?Ale była tez empatia, współczucie …. Łącze się z Wami w żalu

  71. ewa Odpowiedz

    Wyrazy współczucia dla państwa,czytając nie mogłam powstrzymać łez ani doczytać do końca. To co się dzieje w tym szpitalu przechodzi ludzkie pojęcie,moja siostra dwa lata temu po cesarce chodziła od gabinetu do gabinetu na ściągnięcie szwów i ją wysyłali na ginekologie stamtąd na chirurgie przechodziła wszystkie oddziały wysyłali od pokoju do pokoju i nikt jej nie ściągnął szwów w końcu do tego doszło,że przyjechała położna do domu i zrobiła to za lekarzy sama była w szoku..

  72. Martyna Odpowiedz

    Śmiać mi się chce jak czytam niektóre komentarze. Brak szczepień to to, to sramto. Żal niektórych głupich ludzi którzy nie widzą tragedii a piszą jakieś głupoty. Sama jestem matka i uwierzcie ja nie dopuscilabym szpitalowi który w dupie ma ludzi, przede wszystkim dzieci i osoby starsze. Ruszylabym niebo i ziemię aby takich ludzi ukarać. W ogóle rzygać mi się chce tym państwem i ta polityka. Dzieci albo umierają albo wysyłane za granicę na leczenie bo tu mamy brak funduszy. Wstyd dla Państwa. Wstyd

  73. Matka Polka Odpowiedz

    Również przeżyłam tragedię, a mój syn został uszkodzony przy porodzie. Znieczulica lekarzy i porodówek sięga zenitu, syndrom boga doprowadza do śmierci i chorób maleńkich dzieci, dramatów rodzin. Ja walczę o swoje w sądzie. Personel medyczny i placówki medyczne mają obowiązkowe ubezpieczenie OC, łaski nie robią, pieniądze zdrowia i życia nie wrócą, ale potrafią pomóc. Rehabilitacja mojego dziecka to koszt kilku tysięcy złotych. Konowały zmarnowały życie jemu i mojej rodzinie. Moją sprawę prowadzi kancelaria Temidia z Wrocławia, Pani mecenas z wyjątkowa wiedzą, doświadczeniem i empatią. Niedługo strach będzie rodzic w tym kraju.

  74. wanda Odpowiedz

    Szczepienie. Nic innego!

  75. Ania Odpowiedz

    Siedze, moj 14 miesieczny synek o 22 godz juz spi a ja czytam to wszystko i placze….

  76. Anonim Odpowiedz

    Ale jak można nie zauważyć że dziecko nie jest do końca oczyszczone.?! I co to w ogóle za gadka że karetki nie ma, sprzęty nagle zepsute.. Przecież to nie możliwe.. Nie dopuszczalne.. Moja córeczka była pempowiną owinieta. Niby to normalne. Ale też mogła by się udusić. Gdy bym się nie pospierzuła. Bo liczyły się sekundy.. Ale dałam radę i jest zdrową dziewczynką. 🙂 ale masakra… Strasznie mnie to dotkneło aż mi łeski poleciały.. Mały aniołeczek strasznie współczuje. Nie zostawcie tego tak to na 100% było ukartowane.. Bo to nie możliwe by w szpitalu nagle niczego nie było…
    .

  77. byllio Odpowiedz

    Dlatego ja rodzilam w domu i naturalnie. Tak, po cc można rodzić normalnie. To był pierwszy błąd – cc. A potem już lawina…

  78. kinga Odpowiedz

    Kochani to jest tragedia nie do opisania, przezylam podobna 2013r syn urodzony przez cc 10pkt niestety nie pokazali mi go po 3 godzinach o ochrzczenia malego dalej nie powiedzieli co sie stalo kolo drugiej wkoncu przyszedl ordynator ze maly nie umie oddychać i przewiezienie go do ostrowa w karetce byl 3 razy reanimowany ja zistalam wszpitalu sama nikogo przymnie nie bylo maly byl 2tygidnie pod respiratorem poltora miesiaca w szpitalu ale przezyl i dziekuje bardzo wszystkim ze zyje niestety mozg w jakims stopniu jest uszkodzony ale maly walczy juz 4 lata i nikt wygrywa z kazda diagnoza lekarzy mial nie chidzic chodzi mial nie rozumiec pomalu rozumie proste polecenia jeszcze nie mowi ale pokazuje . morze cierpial ale go mam a to co wtedy przeszlam nigdy nie zapomne tez nie znaleźli prsyczyny ale jeste pewna ze szczepionka bo po 2 tygodniach juz zostala wycofana

  79. Paulina Odpowiedz

    Spotkało mnie to samo…pare dni temu…corka urodziła się zdrowa 10 punktów a w drugiej dobie dostała niewydolności krazeniowo-oddechowej i zmarła w ciągu 3 godzin…szpital nie widzi nic w dziwnego…twierdził że dziecko miało ukryta wadę serca…ale dla mnie to jest nie pojęte żeby w dzisiejszych czasach takie coś miało miejsce…sprawe zglosilismy do prokuratury będę walczyć o sprawiedliwość bo ona może mogła żyć a ktoś tego nie dopilnowal

  80. Ecik Odpowiedz

    Skala APGAR nie jest wyznacznikiem czy dziecko jest zdrowe czy nie określa ona jedynie kilka ogólnych parametrów – kolor skóry, puls, reakcja na bodźce, napięcie mięśni, oddech. Dziecko powinno być przebadane przez lekarza pediatrę. Bardzo dobrze, że sprawa została zgłoszona.
    Współczuję.

  81. Iza Odpowiedz

    Współczuję Państwu strasznie!!! Aż się poplakalam… Niech teraz za to odpowiedzą… Zapalenie płuc jest jednym z powikłań poszczepiennych. Niech ludzie w końcu przejrza na oczy. Jak można szczepić dopiero co narodzone dziecko bez badań pod kątem chociażby odporności !! Ludzie!!

  82. Beata Odpowiedz

    Witam i jednocześnie wyrazu współczucia dla rodziców zmarłej Karolinki i innych dzieci.
    Proszę rodziców tych którzy mieli wątpliwości co do leczenia wymienionych wyżej szpitali o wspólne zgłoszenie sprawy bo jeśli czujemy że jest problem nie piszemy tylko o nim w komentarzach.

  83. Aga Odpowiedz

    Co ja mogę napisac? Hmmm mam trzech synów. Przy ostatnim najmłodszym który ma teraz 3 latka miałam obawy przed szczepieniem. Bylam bardziej świadoma niż w wielu 21 lat gdy urodziłam pierwsze dziecko. Chyba gdzieś to w środku czułam ze może być coś nie tak. Pielęgniarka przekonała mnie za nim zaszczepiłam ostatnie dziecko ze przecież dwójkę dzieci już szczepiłam i nic się nie działo. Niestety tym razem się stało. Mój synus po ostatnim szczepieniu zaczął się wycofywać. Nie byl już tym wesołym chłopcem co kiedyś. Zapomniał podstawowe słowa jak mama , tata, nos , oko. Gdybym tylko mogła cofnąć czas! Synek ma 3 latka i autyzm. Nie głęboki autyzm ale i tak musimy cała rodzina wkładać mnóstwo pracy żeby go z tego wyciągać. Suplementy, neurolog, szkolenia i kursy żeby jak najlepiej nauczyć synka funkcjonować w życiu.
    I po co mi to było? Miałam zdrowe dziecko.
    Dziś nie szczepie ani siebie ani dzieci. Prawdopodobieństwo zachorowania na jedna z chorób jest mniejsze niż NOP..

Skomentuj

Pin It on Pinterest